Przypadki i historie, Z życia Azylu

Zamiast

11 grudnia 2013

Nasza wizyta zakończyła się o 1 w nocy…Dzisiejszą noc miałam spędzić czuwając nad Kasztankiem i Hortensją, ale los mi na to nie pozwolił…

Przetrwaliśmy razem listopad, ten najgorszy czas, kiedy było tak wyjątkowo ciężko. Wraz z grudniem miały przyjść lepsze dni.

Mimo braku czasu, starałam się, aby Kasztankowi nie brakowało kontaktu z człowiekiem. Trudno było przejść obojętnie obok jego klatki. Często brałam go na kolana. Ćwiczyliśmy, a kiedy miał już dosyć, dyskutowaliśmy, ze złością jadł natkę pietruszki i koperek, podgryzał mnie. Uwielbiał się przytulać. Był kontaktowy  i bardzo ufny, tak jakby wszystko rozumiał. Często do niego mówiłam, tak jak dzisiaj do ostatniej chwili…trzymałam jego głowę w dłoniach i mówiłam, a on leżąc pod kroplówką, odszedł…

DSC01977.JPG

Bezpośrednią przyczyną śmierci Kasztanka była niewydolność krążenia, której bezpośrednią przyczynę trudno określić. Stan Kasztanka nagle się pogorszył. Podczas badania w gab. serce biło bardzo słabo, a temperatura ciała wynosiła tylko 36,5 st. Sekcja zwłok wykazała, że doszło do obrzęku płuc, a Kasztanek miał ukrytą wadę serca – bardzo cienką lewą komorę serca. Badanie moczu nie wykazało obecności encephalitozoonozy, ale być może mieliśmy do czynienia z jej początkiem (badanie sekcyjne wykazało, że mózg był przekrwiony). W jednej chwili wszystko się skończyło.

Kasztanek miał tyle energii…Każdy kto go poznał, widział ile było w nim radości życia, ile siły. Marzyłam o tym, że będzie mógł ją wykorzystać…

Wczorajsza wieczorem zrobiłam mu ostatnie zdjęcia…

Response code is 400

Ktoś tak strasznie go skrzywdził, a on tak bardzo chciał żyć.

Byłeś absolutnie niezwykły i musisz szybko do mnie wrócić…Nigdy nie oddałabym tych kilkunastu wspólnych tygodni. Chore zwierzęta codziennie czegoś nas uczą…

Hortensja miała dać nam dzisiaj nadzieję, chociaż jeszcze przed zabiegiem tak bardzo bałam się narkozy…Podczas zabiegu doc usunął potężne guzy. Na narządach wewnętrznych nie było przerzutów, chociaż nie wiemy jaki charakter miały zmiany polipowate przy odbycie. Naszym największym wrogiem okazała się jednak stłuszczona wątroba. Wiedziałam, że jeśli Hortensja przeżyje przed nami bardzo intensywne leczenie i wszystko wskazywało na to, że się wybudzi. Leżała pod kroplówką i dobrze oddychała. W pewnym momencie się zatrzymała. Jej wątroba nie była w stanie zmetabolizować narkozy. Mimo reanimacji, tak jak w przypadku Kasztanka nie udało się przywrócić oddechu…

4 lata życia, a musiałaś do nas trafić w ostatniej chwili.

To nie pierwsza taka historia. Jak można nie zauważyć tego, że zwierzę cierpi? Nie chce biegać, siedzi w miejscu. Nie chce jeść. Jak? Nie powinnam zadawać tego pytania, bo doskonale znam na nie odpowiedź. To nic szokującego – to rzeczywistość.

DSC01960.JPG

Response code is 400

Dobrze, że były z nami chociaż przez chwilę. Nie da się nadać temu wymiernej wartości, ale było warto walczyć.

* * *

Nie tak miało być, ale właśnie dlatego Azyl musi istnieć i chciałam, aby był takim miejscem, w którym nikt nie mówi – boję się, nie mam czasu, nie dam rady, nawet jeśli odczuwa się strach, koszmarne zmęczenie i bezradność. Nie akceptuję zrzucania odpowiedzialności na innych, nie akceptuję słabości, przez którą Duszka nie byłoby dzisiaj z nami, nawet jeśli jemu los również nie da takiej ilości czasu, na który zasłużył, bo my jesteśmy dla nich i kto ma być silny, jeśli nie „my”? Codziennie walczymy o życie zwierząt, które znajdują się pod naszą opieką, codziennie dowiadujemy się o kolejnych chorych królikach, potrzebujących naszej pomocy i nigdy nie uciekamy, a przecież moglibyśmy powiedzieć…proszę zadzwonić pod ten numer – ktoś inny się tym zajmie i zrobi to za nas – Fundację, którą do tego powołałyśmy. I to zawsze będzie wyróżniać Azyl, inaczej wstydziłabym się za to miejsce.

. . .

Prośba o transport ze Złotowa do Bydgoszczy/Torunia jest nadal aktualna…W najbliższych dniach musimy też przywieźć do Torunia Ovisa z interwencji w Częstochowie, który walczy z encephalitozoonozą i być może ma problemy z nerkami.

* * *

Kasiu, jesteśmy z Wami. Bonsai uszy do góry.

24 komentarze

  • Odpowiedź wika 19 października 2015 at 18:59

    to takie smutne terz miałam królika imie dejzik miał nowotwór

  • Odpowiedź Justynka24.10 12 grudnia 2013 at 19:47

    🙁 🙁 🙁 brak mi słów…. tak Wam kibicowałam Kasztanku i Hortensjo 🙁 codziennie z niecierpliwościa czekałam na zdjęcia tego uśmiechniętego rudego pysia 🙁
    kicajcie szcześliwe na zdrowych nóżkach i w zdrowych ciałkach 🙁

  • Odpowiedź anka_u 11 grudnia 2013 at 23:09

    Nie napiszę nic nowego – przykro mi, że kolejne dwa króle nie doczekały lepszych czasów dla siebie. Nie wszystkim udaje się pomóc. Domyślam się tylko jak musi być Wam ciężko i dziękuję za to co robicie. Tak dużo króliczych istnień udało Wam się jednak uratować przed losem Kasztanka i Hortensji. To wartość o której w takich chwilach warto myśleć.

  • Odpowiedź KarolinaK 11 grudnia 2013 at 20:17

    Boże cały dzień nie.mogę sie ogarnąć 🙁 tak.mocno wierzyłam że sie.uda i Kasztankowi i Hortensji 🙁 to.jest strasznie niesprawiedliwe……dziś tak mocno sciskam mojego.Gucia bo wiem.jak.kruche jest krolicze życie, wiem.jak boli utrata ukochanego kroliczka……Olu, dziewczyny zrobilyscie, robicie WIELKIE rzeczy, ratujecie i cuda sie dziej (Mosiniaki, Bydgoszcz), …o tym.trzeba pamiętać. Olu dalas Kasztankowi najcudowniejsze chwile jakie mógł sobieb tylko wymarzyc każdy zwierzak. Hortensja choć przez chwile ale dostała masę miłości i opieki jakiej pe nigdy nie mała. Krew mnie zalewa na bezduszność ludzi, i wiem, że niestety tragedie sie dzieją codziennie, ale Azyl to cudowne miejsce i cudowni ludzie . Nie trakcie nadziei walczcie dalej. Będę was zawsze wspierać :)))) trzymajcie sie :********

  • Odpowiedź Ela 11 grudnia 2013 at 18:05

    Bardzo mi przykro, ze Króliczkom sie nie udało ! Wczoraj przeczytałam o nich i miałam nadzieję, ze wszystko będzie dobrze. Podziwiam Was za serce , które wkładacie w pomoc Uszakom i za to , ze musicie tak dzielnie zegnać swoich podopiecznych. Sama mam królisia i nie wyobrażam sobie jego odejścia, chociaż przedsmak był – gdy oddany do kastracji nie chciał się wybudzić. W tym roku odeszły nasze dwa chomisie – jest ciężko bez nich, a Wy stale musicie zegnać swoich przyjaciół. Szkoda, ze nie zawsze są to pożegnania na lepsze – do Domów Stałych ! Podziwiam. Pozdrawiam

  • Odpowiedź Króliczka Doriska 11 grudnia 2013 at 18:03

    Bardzo wam współczuję. To naprawdę smutne, że ludzie nie zauważają oznak choroby. Mimo wszyscy jesteśmy całemu azylowi wdzięczni za walkę o życie tych i wielu innych królików. Dziękujemy wam za waszą pracę. Jesteście naprawdę wspaniałymi ludźmi. Bardzo, bardzo mi przykro. Kochane króliczki odeszły, a tak trzymałam za nie kciuki. Los jest okrutny. Naprawdę bardzo mi przykro :'(

  • Odpowiedź Ilona (ing) 11 grudnia 2013 at 17:18

    I znów…znów nie ma wystarczający słów żeby wyrazić ten ból i żal.
    Nie ma ich też aby wrazić wielki podziw dla Ciebie Olu i dla Was wszystkich tworzących Azyl.
    Jesteśmy całym sercem z Wami Jesteśmy całym sercem z każą parą uszu trafiającą pod skrzydła Azylu…szczególnie z tymi cierpiącymi, które od człowiek nie zaznały niczego dobrego. Każdy Uszak odchodzący za TM to poczucie ogromnej niesprawiedliwości ale (i tutaj powtórzę za wieloma wpisami) to WY dajecie im szansę. Czasem na krótkie czasem na dłuższe życie z poczuciem troski i miłości.Żaden z tych Maluchów nie odchodzi bezimienny, zapomniany, niekochany.
    Nie zawsze się udaje ale nie zmienia to sensu Waszej ogromnej pracy i oceanu miłości, którą dajecie tym naszym mniejszym uszatym braciom.
    Jesteśmy z Wami :*

  • Odpowiedź marta981 11 grudnia 2013 at 16:40

    Bardzo mi przykro 🙁

  • Odpowiedź Baszka 11 grudnia 2013 at 15:31

    Matko, tak strasznie mi przykro … Jeszcze bardziej [o ile to w ogóle możliwe] podziwiam i doceniam WASZA pracę. Wydaje mi się to tak ponadludzkim wysiłkiem. W takich chwilach jak ta, może pocieszeniem niech będzie niezliczona ilość wreszcie szczęśliwych królasów w DT, DS i tych czekających w Azylu. Tadzik gdyby potrafił na 100% powiedziałby, że dziękuje za nowy dom ;o) … za dom, w którym jest dzięki WAM. Tym którym nie udało się, z różnych względów tego doczekać , choć przez chwilę zapewniacie godne i spokojne życie. Tylko tyle??? Nie! Aż tyle! Jak życie pokazuje nie wszyscy to potrafią. Nie ma we mnie zgody na brak odpowiedzialności za zwierzaki , na celowe zaniedbania, na ignorancję ….

  • Odpowiedź franchesca 11 grudnia 2013 at 15:00

    Smutne dzisiaj wieści z Azylu 🙁
    Dobrze że jesteście dziewczyny i chociaż odchodzą te królisie kochane..
    Szkoda, że nie każdemu da się pomóc 🙁

  • Odpowiedź koral /Irena F. 11 grudnia 2013 at 14:37

    Kasztanku 🙁 a tak Ci kibicowałam..eh 🙁 🙁

  • Odpowiedź Janka - po_sąsiedzku 11 grudnia 2013 at 14:37

    Kiedyś pisałam, że marzy mi się sklonowanie dr Krawczyka, ale nie napisałam o klonowaniu naszej Oli – tyle kolonów, ile uszków potrzebujących szczególnej opieki…Hmm, może trochę byłoby tłoczno, ale zdecydowanie mniej ciężarów fizycznych i psychicznych na barkach. My przeżywamy każdą śmierć, każdą chorobę, ale to NIESTETY nie ujmuje nic z tego co przeżywają wolontariuszki na miejscu w Azylu.
    Natomiast „wszystkich „opiekunów”, „hodowców” zwierząt powinna obejmować obowiązkowa sterylizacja/kastracja, aby takie podejście, bezduszność i pazerność nie były wzorem do naśladowania :/ Zaś naszym politykom życzę , aby nie debatowali dla poklasku i głosów, gdzie i czy ma wisieć krzyż, ale aby zajęli się ulepszaniem prawodawstwa, by istoty cierpiące, czy to zwierzęta czy ludzie nie musieli ich dźwigać.
    To jakiś tam % tych uszaków, które zostały wydarte z rąk kreaturosapiens, aby żyć szczęśliwie i dawać miłość swoim OPIEKUNOM.
    http://torunskie-kroliki.blog.pl/nasza-galeria/w-nowych-domach/comment-page-1/#comment-531
    Te które pokicały za TM nie odeszły samotne, bezimienne, cierpiace i niechciane – odeszły wiedząć, że są kochane, otoczone opieką i niezapomniane.

  • Odpowiedź Dorota 11 grudnia 2013 at 12:38

    Nic nie zmieni tego co już się stało.Żal olbrzymi ,że Im się nie udało:(
    Kibicowałam Kasztankowi cały czas,płaczę i nie wtydzę się moich łez,bo tylko ten co ma naprawdę serce wie co to jest strata przyjaciela.Dziękuję ,że jesteś.Dziękuję. Z całego serca życzę odwagi i spokoju ducha,bo jeszcze tak wiele „uszaków”będzie Ciebie Olu potrzebować.
    Kasztanku i Hortensjo-bądzcie szczęsliwi za Tęczowym Mostem-pozdrówcie małego Bławatką i moją Tutkwi.Kicajcie razem szczęśliwi

  • Odpowiedź a 11 grudnia 2013 at 11:19

    dziękujemy za nieprzespane noce. za troskę. tulasy. ciepło i opiekę. za pyszne jedzenie, które się je tak, że aż uszy się trzęsą. za trzymanie ręki na boczku podczas stresujących wizyt u lekarza.

    to nic, że się nie udało. zrobiliście wszystko w 150%. absolutnie wszystko.

    dziękujemy.

  • Odpowiedź Ola i Antek 11 grudnia 2013 at 10:34

    Kasztanku. Maluszku najukochańszy. ;( kicaj zdrowy i szczęśliwy za TM i opiekuj się z góry wszystkimi naszymi uszatkami :*
    Hortensjo, do widzenia malutka. Bądź szczęśliwa z Kasztankiem :*

  • Odpowiedź emilia 11 grudnia 2013 at 09:43

    Hortensjo……
    byłam pewna że się uda…nie zdążyła zaznać szczęścia …Malutka …….;(

    Kasztanku ;(

  • Odpowiedź Yn 11 grudnia 2013 at 09:22

    Ja również śledziłam losy Kasztanka, tak strasznie mi przykro 🙁 Dziewczyny, trzymajcie się i bądźcie silne, bardzo dziękujemy za to, co do tej pory zrobiłyście i czym zajmujecie się dalej.

    Maluchy, kicajcie szczęśliwe za TM – bez bólu i bez strachu.

  • Odpowiedź Magda 11 grudnia 2013 at 09:20

    Normalnie sie poplakalam. Moje serce by nie wytrzymalo tylu tragedii, jednak jest jeszcze tyle biedaków którym trzeba pomoc, które pragną miłości….

  • Odpowiedź Solvieg 11 grudnia 2013 at 07:26

    Dziękuje Wam za to że jesteście

  • Odpowiedź Joac 11 grudnia 2013 at 06:49

    Brak mi słów 🙁 w takich chwilach ich zawsze brakuje 🙁 I dziwnym trafem za niedolę zwierząt prawie zawsze odpowiadają ludzie 🙁 Szkoda, że Ludziom – tym przez wielką literę – nie udało się im pomóc…
    Tak strasznie mi przykro 🙁

    • Odpowiedź Graszka 11 grudnia 2013 at 08:50

      Tym razem ja podpiszę się pod Twoim postem Asiu, bo nic więcej nie umiem powiedzieć, chociaż dziesiątki słów cisną się na usta. 🙁
      Bardzo , bardzo mi przykro 🙁

  • Odpowiedź Deedee 11 grudnia 2013 at 03:49

    Ovis przyjedzie do Torunia w ten piątek….dam jeszcze dokładnie znać.
    Kasztanek i Hortensja….kicajcie maluchy szczęśliwe za TM bez bólu i strachu :*

  • Odpowiedź Alina 11 grudnia 2013 at 03:41

    Nie mogę przestać płakać. Kasztanka losy śledziłam cały czas, to taki kochany Uszak był… O Hortensji przeczytałam dopiero dziś, ale płaczę za nimi dwoma :'(… Dlaczego??? Zbliżają się Święta, a los nam taki marny „prezent” przyniósł. To niesprawiedliwe :(.

  • Odpowiedź kroliczka 11 grudnia 2013 at 03:13

    Nawet nie wiesz jak mi przykro… płakałam sie

  • Napisz komentarz

    *