O królikach, Przypadki i historie

O króliku bezużytecznym

20 stycznia 2015

 

IMG_3386

Mam w domu bezużytecznego królika. Nie oburzajcie się, nie mówcie zawczasu, że każdy królik przecież jest śliczny, kochany i wyjątkowy. W przypadku Mierzwiaka to się akurat zgadza – jest śliczna, kochana i jest bardzo wyjątkowa. Nie ma natomiast żadnej cechy, oprócz urody, która mogłaby być pożądana u królika domowego.

Mierzwiak jest u mnie od maleńkości. Przygarnęliśmy ją jako tycią kuleczkę, jako naszego pierwszego i przez dłuższy czas jedynego królika. Dokładnie 1 lutego 2008 roku mój obecnie mąż, a wówczas chłopak, przyniósł ją do domu pod kurtką. Była słodkim, wesołym dzieckiem króliczym. Ale już wtedy nie przepadała za ludzkim towarzystwem, a jak się okazało później, także za króliczym.

Czym charakteryzuje się królik bezużyteczny

W zasadzie to, co lubi Mierzwiak można określić w trzech słowach: jedzenie i święty spokój. Zdecydowanie więcej jest tego, czego Mierzwiak nie lubi. Będą to: dotykanie, głaskanie, zbliżanie ręki, wysokości (samodzielne wchodzenie np. na kanapę czy fotel też się liczy), wszelkie zmiany (włącznie np. ze zmianą miseczki, poidełka, rodzaju peletu), podróżowanie, obcy ludzie, dzieci, pobyty na trawie, inne króliki (sporo ich się przewinęło; ani u nas ani na neutralnym terenie żaden nie przypadł Mierzwie do gustu, z obecną współlokatorką Jagodą tolerują się przez kratę). I pewnie jeszcze wiele tych przykrości Mierzwiakowych by się znalazło. Z powodu stresu Mierzwiak potrafi dostać biegunki, ślinić się, dostać wytrzeszczu (z wszystkimi tymi sprawami byliśmy u weterynarza…). Mierzwiak kica mało odważnie, gdy leży i wyrzuca do tyłu nóżki, to tak tylko troszkę, aby móc zawsze się szybko zerwać. Prawie nigdy nie śpi na zdechlaka. Zawsze jest w gotowości do ucieczki albo do warknięcia. Potrafi bardzo boleśnie ugryźć, ale zawsze jest to związane z paniką.

Oczekiwania vs rzeczywistość

Zanim zaczęłam współpracować z Azylem, nie wiedziałam, że króliki mogą być inne. Że mogą lubić głaskanie, że mogą być odważne, towarzyskie, chętne do zabawy. Że lubią wysokości, podskoki, kręcenie ósemek, piruety. Szybko okazało się, że świat króliczy pełen jest osobowości, sportowców, przylepek, mądrali, spryciarzy, a także królików na rozmaite sposoby właśnie „bezużytecznych”, takich jak Mierzwiakowa.

Często osoby chcące adoptować królika zgłaszają się do nas z konkretnym zestawem cech, jakie są pożądane u potencjalnego uszatego domownika. Chcieliby królika, który lubi przytulanie albo siedzenie na kolanach. Albo takiego, jak ich poprzedni królik. I w zasadzie nie ma w tym nic złego, rozumiemy to i zawsze staramy się szukać odpowiedniego adopcyjniaka.

Zdarza się też, że ktoś pisze do nas maila czy na FB, że ma nowego królika, który w niczym nie przypomina jego poprzedniej Trusi czy Tośka, bo nie lubi głaskania, jest „dziki”, powarkuje. Proszą o podpowiedzi jak oswoić, jak się zaprzyjaźnić. Nie mamy na to gotowej recepty, bo jak wszyscy dobrze wiemy, każdy królik jest inny. Jeśli królik jest wykastrowany/ wysterylizowany (bo to podstawa), możemy proponować sprawienie pupilowi towarzystwa tego samego gatunku. Możemy proponować przebywanie z królikiem na podłodze, podawanie smakołyków z ręki, pozwalanie na wchodzenie na siebie i obwąchiwanie. W ten sposób można królika socjalizować, pozwolić zapoznać się ze sobą. Ale u wielu królików nawet w ten sposób nie wykluczymy lęku przed człowiekiem, nie zlikwidujemy stresu, jaki towarzyszy braniu na ręce. Dlatego też nie przepadam za słowem oswajanie – temperamentu ani wrodzonych cech charakteru nie da się oswoić. Żywych stworzeń nie da się zaprogramować jak komputera.

Królik rajski

Jeśli moja Mierzwiakowa miałaby spełnić standardowe oczekiwania w stosunku do królika, byłoby z tym kiepsko. Myślę, że miałaby szansę zostać adopcyjnym zwrotem. Nigdy nam nie zaufała, choć jest z nami 7 lat. Na początku podejmowaliśmy liczne próby „oswajania”, ale nie dały one żadnych rezultatów i stresowały królika. Co więc zrobiliśmy? Daliśmy sobie spokój, pozwoliliśmy jej żyć swoim życiem i załatwiać królicze sprawy. Nie dotykamy jej bez potrzeby, dopóki sama nie podejdzie, co najwyżej czasem zachęcamy ją przysmakami do wdrapania się na kolana (ucieka w milisekundę po zdobyciu przynęty). Po wizytach u weterynarza czy obcinaniu pazurów zapewniamy jej całkowity spokój do końca dnia, żeby zminimalizować ryzyko biegunki. Mierzwiak żyje swoim życiem bezużytecznego królika i właśnie dzięki temu jest taka szczególna – nasz rajski królik. Królik ozdobny do podziwiania – dla takich też jest miejsce w kochających domach.

12 komentarzy

  • Odpowiedź MaRleNa 21 stycznia 2015 at 20:27

    Mój Bombel ma odmienne nastroje, raz wesoły, biega wokół nóg, zatacza ósemki, pcha się na kolana a czasem ma takie dni że woli siedzieć 12 godzin pod łóżkiem i przy najbliższej okazji uciekać a przy tym gubi cztery łapy 😀 Mimo to go kocham i to jest mój mały dzieciuch <3

  • Odpowiedź Ewelina i Natka 21 stycznia 2015 at 09:34

    Mój pierwszy królik Gustaw, był identyczny. Kiedy dostałam go od swojego chłopaka w prezencie był malutki, śliczny i baaardzo przestraszony. Myślałam, że to efekt przebywania w sklepie zoologicznym z czym wiąże się wieczne podziwianie przez przechodzących obok klatek, głośna muzyka, dzieci pchające ręce do klatki. Mijały miesiące a Gustaw pomijając to, że urósł, dalej był wystraszony, nie lubił głaskania, dotykania, ale za to uwielbiał piruety, ósemki i bieganie, nawet kastracja nie pomogła. Natka to jego kompletne przeciwieństwo… jakie było moje zdziwienie kiedy pierwsza sama podeszła na głaski i nie uciekała przed ręką. Mój wniosek? Ile królików – tyle charakterów. Pozdrawiam 🙂

  • Odpowiedź Wyle 20 stycznia 2015 at 21:58

    Mój uszak również woli żyć własnym życiem, jedynie czasami podstawi główkę do miziania czy też wskoczy pod kołdrę. Jest „zepsuty” – ma problemy z krzywo rosnącymi zębami oraz niewyjaśniony problem z uszami. Jest również „workiem bez dna” w którym znika większość moich pieniędzy. Jednak pomimo tych kilku „wad”, nie żałuję decyzji o jego przygarnięciu. Przyzwyczaiłam się do tego, że zwierzęta z którymi mam kontakt żyją po swojemu, a moim obowiązkiem jest po prostu o nie dbać i im zbytnio nie przeszkadzać.

  • Odpowiedź Jasna8 20 stycznia 2015 at 20:36

    Nie sądziłam ,że króliki sa takie podobne do kotów ??

  • Odpowiedź Łukasz 20 stycznia 2015 at 20:15

    Mierzwiak to całkowite przeciwieństwo mojego królika, który, jakby tylko mógł siedziałby przy mnie 24 h na dobę.

  • Odpowiedź Joak 20 stycznia 2015 at 19:08

    czytam, czyta i tak się zastanawiam, że może jest też jakaś odmiana albo rodzaj króliczego autyzmu bo te wszystkie cechy Mierzwiakowej tak by pasowały na coś podobnego. Może po prostu czasem takie aspołeczne jednostki się zdarzają w każdym świecie i ludzi i zwierząt.

    Nigdy o takim króliku nie słyszałam i się nie spotkałam 🙂 dobrze, że do Was trafiła bo kto inny dawno by ją oddał …

    • Odpowiedź Katarzyna Azyl dla Królików 20 stycznia 2015 at 19:12

      Ja myślę, że ona po prostu jest introwertyczna i nadwrażliwa na bodźce, bo do autyzmu to raczej niepodobne.

      • Odpowiedź Joak 20 stycznia 2015 at 19:17

        tak mi się skojarzyło, bo jak nie lubi zmian ani dotykania a jest już tyle lat z ludźmi, którzy ją kochają i chcą dobrze i oszczędzają jej stresów to tak mi jakoś przyszło na myśl 🙂

  • Odpowiedź Kasia M-N 20 stycznia 2015 at 18:53

    No to nasza Apati przejawia sporo cech Mierzwiaka zwłaszcza jeśli chodzi o kontakt z ludźmi. Wychodzenie z klatki zajęło jej ponad pół roku. I to tylko w obrębie kołderki która leży przed klatką. I stosujemy do niej podobne podejście jak Wy po prostu jej nie przeszkadzamy za to lubimy obserwować z wzajemnością. Dopiero Stokrotka pokazała nam jaki jeszcze może być królik, ale niestety była z nami bardzo krótko. Za krótko.

  • Odpowiedź Joac 20 stycznia 2015 at 18:39

    Mierzwiak moja kochana 🙂 Swego czasu była moim ukochanym forumowym królikiem, wraz z zestawem wszelkich jej „wad”, które świadczą tylko o charakterze i niepowtarzalności. Dobrze znów Cię widzieć, Mierzwiaczku :*

    • Odpowiedź Katarzyna Azyl dla Królików 20 stycznia 2015 at 18:49

      Wady dalej te same, potwierdzam. Pozdrawiamy z Mierzwiakową!

    • Odpowiedź Joanna 23 stycznia 2015 at 09:09

      Mnie też skojarzyło się z autyzmem, ale jeśli chodzi o niechęć do wysokości i zmian pozycji, to jeszcze bardziej u człowieka/dziecka pasowałyby zaburzenia sensoryczne… Generalnie króliki podobno nie lubią być unoszone w górę (co innego jak same wskakują w ramiona) bo mają pierwotnie zakodowany strach przed „porwaniem” przez drapieżnika… nie wiem czy to może być prawda, ja staram się mojego Zenka zbyt często nie podnosić ale czasem jak nie chce się przytulać a mnie aż skręca to biorę go na ręce i trochę ściskam, generalnie nigdy nie narzekał 🙂 Natomiast pierwszy mój królik tak tego nie znosił, że tak jakby „płakał”… dziwny taki dźwięk wydawał :((

    Napisz komentarz

    *