Merytorycznie, Nie tylko o królikach, O królikach, Z życia Azylu

Najgorszy sort królików

20 grudnia 2015

Czasami trudno wierzyć w statystykę lub w czysty przypadek. Wolimy ciągi przyczynowo-skutkowe. Nasz umysł pragnie wyjaśnień.

Ostatnio spotykamy się z określeniem, że w Azylu jest wysoka śmiertelność królików. Niektórzy upatrują w tym winy naszej, niektórzy naszych lekarzy weterynarii. Bo przecież ktoś musiał tu zawinić, że w ciągu kilku dni trzy króliki umarły. Ktoś musiał zawinić w przypadku myksomatozy rok temu.

Wiecie, nie jest łatwo przejść obok tego typu komentarzy obojętnie, bo to po prostu boli i jest niesprawiedliwe. Nie mieści się w ramach racjonalnej krytyki. Ponadto słyszymy to od osób postronnych, jak plotki przekazywane z ust do ust.

Dlatego po raz kolejny chciałabym powtórzyć pewne fakty związane z Azylem, jego misją i działaniem (część za tekstem Azyl jako hospicjum):

  • Przyjmujemy wszystkie króliki, także takie jak Herkules, Iris czy Ikar, który w zasadzie nie miał szans.
    Piszemy o wszystkich przypadkach, także tych beznadziejnych;
  • Nie dokonujemy eutanazji, kiedy jest nadzieja, a królik nie jest cierpiący;
  • Tam gdzie są chore i starsze zwierzęta, tam też zwierzęta umierają;
  • Tam gdzie jest duża ilość zwierząt, jest wysokie ryzyko wystąpienia chorób zakaźnych;
  • Króliki często przebywają u nas bardzo długo – jak Duszek, Dymka, Petitka – jaka jest szansa, że w ciągu 2,5 roku chory królik umrze?
  • Wielu królikom udaje się pomóc, jednak śmierć jako wydarzenie o silniejszym nacechowaniu emocjonalnym, bardziej nas dotyka i lepiej ją pamiętamy niż sukcesy związane z trafnymi diagnozami i skutecznym leczeniem.

Wiemy, że tym, którzy na co dzień nie bywają w Azylu, trudno ogarnąć, jakie króliki sa u nas na miejscu i w domach tymczasowych, z jakimi chorobami się zmagają. Niby Ola pisze o tym na blogu codziennie, ale być może właśnie te codzienne drobiazgowe sprawozdania zaburzają ogląd całości.

Dlatego chciałyśmy pokazać Wam w jednym wpisie, jakich mamy „rezydentów” – króliki ekstremalnie trudne do wyadoptowania. Niektóre jak Duszek czy Fasolka, to kicające bomby zegarowe, ich stan potrafi zmienić się w ciągu kilku godzin i w zasadzie cudem jest to, że żyją i cieszą się okresowo dobrym samopoczuciem. Inne po prostu nie są „fajne” – bo kto by chciał mieć królika takiego jak Herkules, który się przewraca i wydaje niepokojące dźwięki? Albo żyjącego w swoim świecie starego, smutnego Gucia? Zresztą, Gucio powoli od nas odchodzi i z tym musimy się też pogodzić.

Króliki chore pod opieką Azylu

z poważnymi i mniej poważnymi dolegliwościami, w trakcie leczenia, niestabilne (alfabetycznie):

Aksamitka – oddana przez opiekuna w październiku 2013. Poza skrętem szyi spowodowanym encephalitozoonozą nic jej nie dolega. W przeszłości walczyła z dość silnym katarem.

Atena – 7-letni królik z zaawansowanym nowotworem macicy – już po zabiegu. Zły zgryz – zęby wbijające się w policzki. Łzawiące oko. Niedowaga. Anemia.

DSC04181.JPG

Boski – oddany przez właścicieli jesienią 2014. Pogrubiona ściana prawej komory serca. W ciągu roku zaliczył kilka kryzysów krążeniowo-oddechowych. Ostatni latem tego roku, kiedy jego serce biło bardzo słabe, a Boski całymi dniami siedział w jednym miejscu. Wymaga stałego podawania leków i szczególnej obserwacji.

Ciotka Adamsowa – w Azylu do sierpnia 2013. Nieprawidłowo ścierające się zęby, przerastające korzenie (część zębów trzonowych usunięta), łzawiące oko – niedrożny, zwapniały kanalik łzowy, którego nie da się udrożnić nawet poprzez zabieg.

Duszek – jest z nami od sierpnia 2013. Ma splay leg (stąd jego krzywy chód i gamoniowatość). W płucach ma ropień wielkości kilku cm – dzięki leczeniu zmniejszył się (co 2 miesiące kontrolne zdj. rtg). Od marca jest non stop na antybiotykach. Od września 2013 r. codziennie otrzymuje furosemidum. Przez ostatnie ponad 2 lata otrzymał tysiące zastrzyków – chyba nie było dnia bez co najmniej jednego…Gdy do nas trafił miał ok 6 tygodni. Kiedy jego rodzeństwo ważyło 2 kg, on ważył 60 dag. Przez wiele tygodni walczył z obrzękiem płuc – trzymał głowę w pozycji pionowej, ledwo oddychał. Udało nam się cudem z tego wyjść. Zaczął przybierać na wadze. Ma powiększone serce. Czasem kaszle i charczy przy oddychaniu. Zdarzają mu się wycieki ropne z nosa i w jamie ustnej. Przeżyliśmy kilka kryzysów. Czasami w ciągu tygodnia jego samopoczucie zmienia się kilka razy.

Dymka – od sierpnia 2013, przyjechała z zaawansowaną encephalitozoonozą, całkowicie wykręcona. Przeszła kilka kryzysów związanych z nerkami i wątrobą. Po leczeniu jej stan zdrowia jest stabilny, podobnie jak jej postawa, wymaga natomiast regularnego podawania leków i kontroli.

 DSC03488.JPG

Erato – samiczka z nadwagą, powiększona macica, wymagana korekta zębów.

Fantazja – niedożywiona, niejedząca, z ropą w jamie ustnej. Niedawno przeszła zabieg usunięcia 2 zębów. W trakcie leczenia. Królik bardzo bojaźliwy. Po zabiegu i antybiotykoterapii brak ropy w j. ustnej.

Fasolka – oddana w styczniu 2015 z powodu braku apetytu w związku z obecnością kota… Wychudzona. Niewydolność nerek. Niewydolność krążeniowo-oddechowa – w styczniu obrzęk płuc. Niewydolność wątroby. Złe siekacze. Po kilku tygodniach leczenia zaczęła przybierać na wadze. Udało nam się wyprowadzić ją na prostą. Przez wiele miesięcy wyniki nerkowe były w normie. Przeżyliśmy kilka kryzysów. Stan nerek na USG – całkowicie zniszczone. Serce powiększone. Główna aorta – zwapniała.

Faworek – kilkutygodniowy królik, który trafił do Azylu z przewlekłą ropną infekcją górnych dróg oddechowych i zmianami oskrzelowym. Genetyczna katastrofa: siekacze wymagały natychmiastowego usunięcia, usunięto też część zębów policzkowych. Wkrótce czekają go kolejne zabiegi. Zęby Faworka rosną jak chcą, krawędzie w ciągu kilku dni ostrzą się i ranią policzki. Faworek jest oporny na antybiotyki. Je wyłącznie rodi.

DSC02577.JPG

Frezja – znaleziona w pustostanie w stanie tragicznym – ledwo łapała oddech. Zanim trafiła do Azylu leczona według naszych wskazań. Po kilku tygodniach udało się ją ustabilizować. Kiedy u Frezji ujawnił się ropień w szczęce, trafiła do Azylu. Po leczeniu ropień udało się przygasić. Nawracający katar. Zęby być może w przyszłości będą wymagać korekty/usunięcia.

DSC02929.JPG

Gaja – 7-letni królik oddany z powodów życiowych. Fatalny zgryz – ząb przebijający żuchwę, korzenie górnych zębów zbite w jedną masę. Ogólne osłabienie, brak apetytu. Nienajlepsze wyniki krwi.

DSC04241.JPG

Gucio – starszy królik trzymany w piwnicy, do Azylu przyjechał we wrześniu 2015. Przewlekła encephalitozoonoza. Charakterystyczne skrzywienie. Królik niewidomy – wywinięte soczeki. Niewydolne nerki, wątroba, serce. Niedowład łap. Wytrzeszcz oczu – silne łzawienie związane ze stanem korzeni zębów. Wymaga ciągłych kontroli i podawania wielu leków.

DSC03801.JPG

Herkules – trafił do Azylu latem tego roku z zaawansowaną encephalitozoonozą. Jego zdrowie jest stabilne, niestety Herkules słabo utrzymuje równowagę, pierwotniak poczynił u niego duże zniszczenia w mózgu.

DSC09648.JPG

Iris – oddana do sklepu zoologicznego. Ostra postać encephalitozoonozy, stan zapalny dolnych i górnych dróg oddechowych. Wyjątkowo trudny pacjent również z uwagi na jej usposobienie – bardzo stresują ją zastrzyki i inne czynności.

DSC03598.JPG

Jutrzenka – królik ze sklepu z nadwagą, problemami z układem pokarmowym i złymi zębami – 2 zęby wymagały usunięcia, spod nich wydostawała się też ropa. Obecnie stabilna. Po sterylizacji, ropy brak. Wymaga kontroli.

Kreta – do Azylu trafiła w sierpniu 2014 z zaburzeniami zachowania – z powodów hormonalnych wygryzała sierść. Po sterylizacji ten problem zniknął. Problemy z zębami – korzenie wyglądają dobrze, ale korony się ostrzą. Wymaga regularnych kontroli i korekt, ale poza tym funkcjonuje bez zarzutu. W międzyczasie leczona z powodu słabych wyników wątrobowych.

DSC09433.JPG

Kupidyn – starszy królik oddany przez właścicieli do lecznicy w celu eutanazji. Podwyższone wskaźniki wątrobowe, korekta zębów, pododermatits.

DSC02055.JPG

Lilka – trafiła do nas z guzami nowotworowymi sutków latem 2015. Przy okazji podwójnej mastektomii okazało się, że ma guz przy macicy. Przed zabiegiem katastrofa z układem pokarmowym – ciągłe biegunki. Udało się ją ustabilizować na sulfonamidach. Poza tym entropium powiek i zespół suchego oka – w międzyczasie wrastające w rogówkę rzęsy i nawracające uszkodzenia rogówek. Zęby – katastrofa – ropień żuchwy, który całkowicie przebudował kość, przerośnięte korzenie podchodzące pod oczy. Ryzyko ekstrakcji gałki ocznej. Niewydolność nerek i wątroby.

Maczek – królik znaleziony na podwórku. Nadwaga. Przed nami badania krwi. Profilaktycznie na pewno podawanie leków na wzmocnienie wątroby (przy nadwadze), a dopiero potem kastracja, która da mu szansę na nowy dom.

Madonna – odebrana z gospodarstwa latem 2015. Trafiła do nas z przewlekłym stanem zapalnym oskrzeli i ropnym katarem. Powiększone serce, nawracający katar. Utrzymujące się zmiany oskrzelowe. Wymaga regularnych kontroli i podawania leków.

DSC09506.JPG

Mgiełka – w Azylu od kwietnia 2015 r. Trafiła do nas skrajnie wyniszczona – ważyła 60 dag, obecnie waży 1,250 kg. Miała anemię, niewydolność wątroby, katar, problem z ropiejącym okiem, zły zgryz. Po zabiegu usunięcia części zębów oko udało się uratować – podchodziło już pod ropień zagadkowy. W międzyczasie ujawniła się u niej encephalitozoonoza. Obecnie stabilna, lecz wymaga regularnego podawania leków i korekt zębów.

Mufasa – znaleziony na ulicy w tragicznym stanie w marcu 2015. Wychudzony, z sierścią wymagającą wygolenia, mający problemy z poruszaniem się. Dzisiaj waży prawie 2 kg więcej. Wygląda jak bóg. Jest staruszkiem. Ma osłabione tony serca z uwagi na wiek.

Nestor – oddany przez właściciela. Powód – brak chęci leczenia królika. 8-letni królik z nowotworem i fatalnym zgryzem. Przeszedł zabieg usunięcia siekaczy i korekty zębów policzkowych. Przed nimi na pewno zabiegi usunięcia kolejnych zębów – ropa w j. ustnej. Na skórze łysienie hormonalne.

DSC04412.JPG

Niezapominajka – znaleziona w ogrodzie zimą 2014 r. Wykręcone łapy, encehphalitozoonoza, ropnie w oczach – była już niewidoma, fatalne zęby. Przeszła zabieg ekstrakcji gałek ocznych, korekty zębów, sterylizacji – miała mocz w macicy. Od czasu do czasu nawraca u niej ropny katar. Leczona wątrobowo. Funkcjonuje ok, ale wymaga kontroli.

Orfeusz – znaleziony na ulicy latem 2015. Wychudzony, fatalne zęby wbijające się w policzki. Ropa w j. ustnej. Od września przeszedł dwa zabiegi korekty/usunięcia zębów. Okresowo pojawia się u niego ropa. Typowy pacjent stomatologiczny. Obecnie idealna waga i świetne samopoczucie. W międzyczasie jak w wielu innych przypadkach leczenie wątroby ornipuralem.

Orion – królik oddany przez właściciela w październiku 2015. Fatalny zgryz – przerośnięte siekacze, jeden z nich w kształcie pierścienia całkowicie wrośnięty w kość. Mimo obaw również ten ząb udało się w całości usunąć. Orion ma jednak nadal problemy z obecności wydzieliny ropnej po prawej stronie j. nosowej – przetoka ustno-nosowa powiązana jest z zębami. Niestabilna waga. Na co dzień funkcjonuje bardzo dobrze choć nie je siana, tylko rodi i zioła. Wymaga stałej kontroli, w tym być może usuwania kolejnych zębów.

DSC08789.JPG

Petitka – znaleziona na klatce schodowej w kwietniu 2013. Przez moment przebywała w DS, tam ujawniło się kichanie – niestety wróciła do Azylu. Zachorowała na encephalitozoonozę, odnowiła jej się także pastereloza. Wymaga okresowych korekt zębów. Obecnie stabilna, stosujemy u niej jedynie leczenie wspomagające.

Pixel – królik odebrany z gospodarstwa rolnego, w Azylu od lutego 2015. Fatalne zęby, niewydolna wątroba, być może powiązana z przebytą encephalitozoonozą, która zniszczyła również jedno oko – tak jak Uszek, Pixel częściowo nie widzi. Regularne problemy z układem pokarmowym – potężne jelito ślepe. Okresowe znaczne spadki wagi. Być może prawe oko trzeba będzie usunąć – rogówka jest tak słaba, że powstał w nim ropostek.

Pocieszka – trafiła do nas kichająca ropą, z dużymi problemami z układem pokarmowym. Kiedy udało się ją ustabilizować trafiła do domu stałego, w którym niestety została zaniedbana, co doprowadziło do wyniszczenia, pojawienia się objawów encephalitozoonozy – niedowładu, a także poważnego stanu zapalnego dróg moczowych. Obecnie porusza się o własnych siłach, przytyła, jednak wciąż wymaga troskliwej opieki.

DSC01319.JPG

Poczciwek – odebrany z mini zoo latem 2015. Królik z infekcją dróg oddechowych. Łzawiące oko. Zęby wymagające korekty. Niedrożny kanalik łzowy – sytuacja zbliżona do sytuacji Ciotki. Zdrowotnie stabilny, ale wymagający kontroli. Dziwne skrzywienie na pyszczku – efekt urazu mechanicznego. Kiedy do nas trafił miał fatalną sierść.

DSC04442.JPG

Sarabi – do Azylu trafiła skrajnie zaniedbana w marcu 2015. Przerośnięte pazury, problemy z układem pokarmowym, wychudzenie. Początek ropomacicza. Fatalne zęby – wszystkie korzenie przerośnięte, do tego korony wbijające się w policzki. Niewydolność nerek, wątroby. Po zabiegu sterylizacji przez tydzień kilka razy dziennie otrzymywała kroplówki. Od tego czasu w miarę stabilna. Wymaga regularnego podawania leków i kontroli. Mimo ogromnego apetytu musimy pilnować każdego 5 dag, bo nie przybiera na wadze.

DSC04665.JPG

Sierżant – jeden z królików z interwencji w Zabrzu, dla których cechą wspólną było niedożywienie i świerzb. Miał incydent z zatrzymaniem pracy nerek. Dostawał ornipural. Obecnie dochodzi do siebie po kastracji.

Szwejk – po tym gdy trafił do Azylu, przeszedł korektę zębów. Wymaga regularnych kontroli.

Tubiś – oddany przez właścicieli. Potężna nadwaga. Siekacze wyrastające z pyska. Stan ropny w j. ustnej. Problemy z układem pokarmowym – brak apetytu, brak bobków. Stłuszczona wątroba. Po wielu tygodniach udało się go ustabilizować. Przeszedł zabieg usunięcia zębów, ropa zniknęła, schudł, zaczął jeść zioła a nawet siano. Wymaga regularnych kontroli.

DSC01706.JPG

Uszek – przyjechał wiosną 2015 razem z Leosią od osoby, która mimo wszelkich starań nie była w stanie zapewnić im odpowiedniej opieki. Ma problemy z nerkami, wątrobą, przeszedł encephalitozoonozę, która zniszczyła jego oko, okresowo kicha. Kość nosowa Uszka jest całkowicie przebudowana.

DSC04700.JPG

 

Króliki zdrowe przebywające obecnie w Azylu

zdrowe króliki przeważnie szybo trafiają do adopcji, dlatego jest ich tak niewiele:
Igraszka, Fraszka, Dudek, Wróbelek
Nemezis
Ognik i Zapałka
Kumoszka

***

O każdego królika walczymy tak samo, niezależnie od tego, czy jest chory czy zdrowy, ładny czy brzydki. Kiedyś pisałam o tym w tekście Który ładniejszy?

My też popełniamy błędy. Ale obarczanie nas winą, że umarł królik skrajnie wyniszczony jak Ikar i szukanie winnych wśród nas, naszych weterynarzy lub wśród czynników zewnętrznych w Azylu, jest po prostu nie na miejscu. A do tego po ludzku przykre.

Poza tym, jeśli masz wątpliwości odnośnie leczenia naszych królików – powiedz to nam bezpośrednio, napisz maila na adres: fundacja@azyl.torun.pl. Chętnie dowiemy się o innych metodach czy nowych badaniach i przedyskutujemy je z naszymi lekarzami weterynarii, którzy są otwarci na inne sposoby leczenia. Dla nas zdrowie i życie naszych podopiecznych jest najważniejsze, więc nie obrazimy się za rzeczowe porady.

Azyl to nie SPA

Wraz z wolontariuszami poświęcamy naszym podopiecznym codziennie po kilka, kilkanaście godzin. Do tego dochodzą nagłe przypadki jak Ikar. Odwiedzamy naszych lekarzy weterynarii kilka razy w tygodniu. Gdy któryś z króli poczuje się gorzej, od razu trafia na noc do Oli lub do doświadczonej wolontariuszki. To jest naprawdę ciężka, emocjonalnie wykańczająca praca, która nie kończy się wraz z zamknięciem drzwi od biura albo wyłączeniem komputera.

Azyl to nie jest spa dla królików. To nie jest kraina szczęśliwości, pełna wyłącznie kicających radośnie puchatych kuleczek. To miejsce, gdzie króliki chorują i umierają – to hospicjum. Ale też miejsce, gdzie zyskują szansę na nowe życie, choćby miało ono nie trwać długo – po prostu Azyl.

22 komentarze

  • Odpowiedź agnieszka 25 lipca 2016 at 00:35

    sama jestem właścicielką króliczki o imieniu Trusia, 5-letnia samiczka angorka, o umaszczeniu tricolore, właściwie z przypadku, albo ją weźmiesz, albo zostanie uśpiona, była atakowana przez psa…Dużo przeszła, jak ją wzięłam, miała poprzerastane pazury, nie mogła stać na łapkach, ropień penetrując y oko, po urazie mechanicznym zadrapanie pazurem swoim, lub wyniku ataku psa…Diagnoza widzi na oko jak za mgłą, ale może stracić wzrok w tym oku, będzie niewidoma na jedno oko, gałkę oczną można zostawić, lub usunąć chirurgicznie…Była trzymana na najgorszej jakościowo karmie w postaci paszy ziarnistej, bez witamin, ziół, witaminy.C, nie znała słowa marchewka, jabłko, mało świeżych ziół…Siano złej jakości, niekiedy źle wysuszone…Cud, że Trusia żyje, teraz już lepiej, ale nadal boi się nowości w żywieniu, długo się oswaja z danym produktem, jedzenie granulatu ziołowego, sprawia problem…Dużo przeszłą, ale widzę, że powoli nabiera zaufania do człowieka, do mojej obecności w jej życiu, może nawet kiedyś mnie pokocha całym serduszkiem, ale wiem, że jest samotna, boi się innych królików, nie wiem jak jej pomóc przezwyciężyć ten strach, 12-08-2016 będzie 2 miesiące jak ją mam…

  • Odpowiedź ZOJA. 22 grudnia 2015 at 21:53

    Róbcie swoje dalej i nie przejmujcie się tymi idiotami. Azyl to hospicjum A nie luksusowy hotel dla królików. Jak oni tego nie rozumieją niech się lepiej nie wypowiadaja.

  • Odpowiedź sylwia 22 grudnia 2015 at 10:45

    i jeszcze jedno, ofiary zagłodzenia, poranienia, skrajnego zaniedbania, porzucenia itp. powinny być zgłoszone na policję, a wobec ich katów należy domagać się kary.

  • Odpowiedź sylwia 22 grudnia 2015 at 10:42

    Róbcie swoje i nie przejmujcie sie durnymi psychopatami hejterami. Polak Polakowi [i królikom]…Polakiem. Osoby które leczą zawsze będą obsmarowane w internecie, taka poprawnosc polityczna. Nie martwcie się 🙂

  • Odpowiedź Janka 21 grudnia 2015 at 22:13

    Śledząc losy i historie wielu królików, które trafiają do Azylu nie raz trudno uwierzyć, że walka o ich życie może być wygrana. Choćby Duszek, Sarabi, Niezapominajka, Fasolka, Mufasa, Mgiełka, Pachino etc, etc. Często trafiają króliki już w stanie agonalnym, którym nawet woda z Lourdes nic by nie dała. Dla takich już za późno na godne życie to otrzymują godną śmierć. Czy to mało?
    O życie każdego króliczego przybysza walczono, bez względu na jego stan.
    Bez względu na długość wywalczonego dla nich godnego życia jest to wielki sukces okupiony olbrzymim poświeceniem i kompetencją, więc uwagi dotyczące ilości zgonów można tylko i wyłącznie podciągnąć pod wrodzoną małpią złośliwość.
    Zacytuję Joac i Agn
    „Jakoś w szpitalach też umiera więcej osób niż na wczasach. Logiczne!”
    „Jakim kretynem trzeba być, by ‚zadziwiać się’ wysoką śmiertelnością w hospicjum…
    Jasnym jest, że trudniej jest utrzymać pożądany stan zdrowia przy dużej liczbie podopiecznych i stałej ich rotacji, ale bez kitu, ogromne znaczenie ma stan zwierząt ‚na wejściu’ do fundacji.”
    To jest chyba oczywista oczywistość, a jakie motywy kierują tymi „życzliwymi inaczej” pozostaje dla mnie tajemnicą…

  • Odpowiedź Justyna 21 grudnia 2015 at 14:34

    Mała korekta co do Gucia-na szczęście nie był trzymany w piwnicy,to chyba pomyłka z jakimś innym królikiem. Co nie zmienia faktu,ze byli właściciele Gucia to ludzie,którzy zwierząt nigdy nie powinni byli mieć… I mam nadzieje,że już nie będą mieli. Za Gucia nieustannie trzymamy kciuki!!!
    Nawiązując do tekstu-byl bardzo potrzebny. Nawet jesli śledzi się bloga na bieżąco i ma się świadomość jaki jest stan zdrowia poszczególnych królików,takie zbiorcze zestawienie robi wrażenie. Tym bardziej przykre sa słowa tak absurdalnej krytyki. Wiedzcie,ze jest wielu ludzi (w tym ja i mój mąż),którzy chyba każdego dnia myślą o Azylu i są to bardzo ciepłe myśli – mam nadzieję,że czujecie choć trochę to ciepło 😉 jesteście najlepsi,ogromny szacunek dla Was za to co robicie!

  • Odpowiedź Ninka 21 grudnia 2015 at 08:43

    Przecież wystarczy POMYŚLEĆ, żeby wiedzieć, dlaczego tak się dzieje. Ludzie nie myślą i w tym przypadku nie odwołam się do starej maksymy: „Wybaczcie im, albowiem nie wiedzą, co czynią.” Bo to jest pójście na łatwiznę. Ocenianie z pozycji tego, który zjadł wszystkie rozumy, a w zasadzie nie wie, o co chodzi.
    Waszej pracy nie sposób przecenić, nie sposób przecenić tego, ile dobrego robicie dla królików. Ilość emocji, z którymi musicie sobie radzić – nie wiem, czy dałabym sobie z tym radę. Odczuwam ogromny podziw i szacunek dla Waszej pracy. I rozumiem, jak podobne stwierdzenia mogą zaboleć. Życzę wam, żeby to wszystko spływało po Was, jak woda po gęsi. Jest naprawdę wiele osób, które rozumieją, co robicie i życzą Wam jak najlepiej.

  • Odpowiedź Martyna 21 grudnia 2015 at 08:34

    Nikt nie jest w stanie sobie wyobrazić ile kosztuje walka o królika, jeśli sam nie zetknął się z podbramkową sytuacją, tym bardziej, ze króliki to naprawę wyjątkowo płochliwe stworzenia, a sytuacje dla nich stresowe prawie zawsze wpływają na obniżenie odporności (piszę z własnego,króliczego doświadczenia;)Ludzie, którzy podejmują się ich RATOWANIA są dla mnie WIELCY i nie przestają być WIELCY kiedy królik odchodzi. Jakże prostackie jest dopatrywanie się winy w wolontariuszach, kiedy TAK WIELE rzeczy jest niezależnych od nich. Rozumiem, że wolontariuszom zrobiło się przykro, mi też zrobiłoby się, gdyby ktoś po wylanych łzach, nieprzespanych nocach, ciągłego strachu, niepewności, poświęceniu, walki obwiniłby mnie za niedopilnowanie czy tak jak w waszym przypadku za śmierć, ale to najlepiej pokazuje jak OGRANICZENI są ci, którzy takie komentarze wystawiają.
    A tytuł naprawdę trafny- nie pod względem politycznym, ale życiowym.
    A za GUCIA trzymam baaardzooo mocno kciuki. Wyjdziesz z tego mały!:)

  • Odpowiedź Monika 20 grudnia 2015 at 22:40

    Ja Was po prostu kocham.
    Co raz częściej przekonuję się, że ludzie są źli…
    Jesteście dobrem, jednym z nielicznych, które dane jest mi widzieć. I jak czytam o waszej bezinteresownej dobroci, to serce mi rośnie i mam świeczki w oczach.
    Pomoc zwierzętom to dla mnie pomoc najszczersza. I najpiękniejsza, bo bez nas by sobie nie poradziły. Olejcie durniów, którzy potrafią tylko komentować czyjeś działania, to takie zgredy, robale przebrzydłe. Potrafią tylko niszczyć coś co budujemy swoim poświeceniem, a sami nie mają do zaoferowania nic…

  • Odpowiedź Agn 20 grudnia 2015 at 22:30

    Widzę, że mamy ten sam problem… też spotkałam się z komentarzami o wysokiej śmiertelności u nas. Jakim kretynem trzeba być, by ‚zadziwiać się’ wysoką śmiertelnością w hospicjum…
    Jasnym jest, że trudniej jest utrzymać pożądany stan zdrowia przy dużej liczbie podopiecznych i stałej ich rotacji, ale bez kitu, ogromne znaczenie ma stan zwierząt ‚na wejściu’ do fundacji.

  • Odpowiedź Monika Rodak 20 grudnia 2015 at 22:25

    Czasami nie rozumiem skąd w ludziach tyle zła, by mówić takie rzeczy. Nie widzą walki o ich życia, ile dokłada się starań by przeżyły, a jeśli nie ma ratunku, by umarły bezboleśnie i godnie. Nie widzą ile to kosztuje (pieniędzy, nerwów i uczuć). Sama adoptowałam dwa króliczki Lunę i Morta, po miesiącu zaczęły się kłopoty, samczyk posiadał pod brodą ogromnego ropnia (korzenie trzonowców przerosły przez żuchwę) z mojego małego miasta królik przejechał 300 km na operacje usunięcia dolnych trzonowców i felernego ropnia (inni weterynarze bali się podjąć ryzyka – żuchwa była kruchutka i zniekształcona). Walczyliśmy o niego, Morcik okazał się twardzielem i się nie poddaliśmy, niestety stan wszystkich zębów był już koszmarny, weterynarz w moim mieście postanowił go jednak przyjąć i ratować, kolejno usunęliśmy wszystkie trzonowce górne, ropnie jednak nie odpuszczały, zostaliśmy zmuszeni do ratowania chłopaka przez usunięcie oka (inaczej nie dało się dostać do ropnia). Podczas zabiegu serducho przestało bić… Po następnych dwóch minutach, gdy weterynarz się poddał Mort zaskoczył wszystkich, zaczął się wiercić – Walczył! Kolejne zabiegi polegały już na kontrolach i korekcji siekaczy. Chłopak przeżył z nami dwa lata (odszedł w wieku 6 lat). Do ostatniej chwili nie był sam, wszyscy o niego walczyliśmy, ale tym razem się poddał. Zabolało to nas (rodzinę), znajomych (ciotki i wujki) oraz tych, którzy ratowali go bez wytchnienia (weterynarzy). Stał się legendą weterynarzy w moim mieście, jako królik, który walczył do końca, nie poddawał się! Morcik przeżył Lisę opuściła nas po roku, jej serduszko było bardzo słabiutkie, choć ona starała się być okazem zdrowia. Znaleźliśmy mu kolejną towarzyszkę, która odeszła pół roku przed nim na raka żołądka, choć też wydawała się okazem zdrowia.
    Wszystkie te susy przez Tęczowy Most raniły, ale najbardziej bolały słowa: „Bo wy nie możecie mieć zwierząt, wszystkie zabijacie” lub „Zwierzęta mają was tak dość, że zdychają”(Każda śmierć formalizowaliśmy: sekcja zwłok i zgłoszenie do SPK z weterynaryjnym potwierdzeniem). Szczególnie bolało, że to było ze strony rodziny, która wiedziała ile poświęcaliśmy dla uszaczków, były dla nas druga futrzaną rodziną.
    Uwielbiam was za to co robicie, bo sama jestem podobna (tylko na mniejszą skalę)
    Walczcie i olejcie te głupie, gadanie, ważne jest życie, a nie słowa. A oprócz umierania, wiem (obserwuję blog na bieżąco), że wiele króliczków zyskało dzięki wam, nowe lepsze życie.
    Róbcie to co robicie i nie poddawajcie się!

  • Odpowiedź Aleksandra 20 grudnia 2015 at 22:22

    Jestescie wspaniali! !!!

  • Odpowiedź Magda 20 grudnia 2015 at 22:16

    Róbcie swoje i nie słuchajcie tych głupot! Tylko nie mieszajcie do tego polityki, bo głupich tekstów nie ma co powtarzać (dot. tytułu), a uszakom tymi tekstami nie pomożecie. Można tylko co niektórych do siebie zniechęcić (np. mnie). Pozdrawiam

    • Odpowiedź Katarzyna Azyl dla Królików 20 grudnia 2015 at 23:38

      Tak jak napisałam w komentarzu na FB, pisałam ten tekst ze świadomością, że mogą się znaleźć osoby, którym nie będzie podobał się tytuł i naprawdę wahałam się i zmieniałam go wielokrotnie. Jednak ostatecznie zostawiłam tę parafrazę, ponieważ trafia w samo sedno. Przykro mi, że Cię zniechęciłam.

  • Odpowiedź Katarzyna Azyl dla Królików 20 grudnia 2015 at 22:14

    Edytowałam tekst, słuchając opinii osób z króliczego świata. Wiele osób z innych króliczych organizacji robi wiele dla królików, niezależnie od tego, jak bardzo są chore. Przepraszam, jeśli poczuliście się dotknięci zdaniem zawartym w tym tekście.
    Róbmy wszyscy swoje jak najlepiej 🙂

  • Odpowiedź Beata 20 grudnia 2015 at 22:11

    Do Azylu trafiają króliki trzymane w najróżniejszych, często złych warunkach, gdzieś w piwnicach, komórkach. Wyobraźmy sobie królika, który całe życie spędził w samotności w takim miejscu. Człowiek jak sobie przypomniał o jego istnieniu, przyniósł mu coś do jedzenia i picia. Jeśli taki królik zachoruje i trafi do Azylu, to moim zdaniem zabije go nie tyle choroba, co stres. Króliki przegrywają, bo są po prostu zbyt wrażliwe. Winnym takiej sytuacji jest oczywiście człowiek – ale nie wolontariusz z Azylu, tylko ten, który skrzywdził królika nie pozwalając mu żyć normalnie. To on go zabił. Wolontariusz z Azylu chciał odmienić los tego królika, ale było po prostu za późno…

  • Odpowiedź AGATA 20 grudnia 2015 at 21:59

    Dzięki Wam, Waszej Fundacji te małe, bezbronne pociechy mają szansę poczuć jak to jest być kochanym, potrzebnym… to wyłącznie dzięki Wam mają swoje miejsce na ziemi! Jesteście WIELKIE i WIELKIE jest to co robicie! Jeśli mamy jakiś problem – zawsze możemy się do Was z nim zwrócić i wiemy, że mimo późnych godzin – często nocnych (2.00 w nocy) otrzymamy wyczerpującą odpowiedź. Trzymamy za Was i za Waszych małych Podopiecznych kciuki! Wesołych i SPOKOJNYCH Świąt! Życzy Agata, Fabian i Loki 🙂

  • Odpowiedź Joac 20 grudnia 2015 at 21:28

    Idiotyczne, niemerytoryczne uwagi o charakterze plotek i pomówień trzeba po prostu ignorować. Choć wiem, jak trudno jest przejść koło nich obojętnie i jak muszą boleć. Ale tylko skrajnie nieżyczliwy głupol jest w stanie obmwiać Was i Azyl za brak umiejętności leczenia/ratowania królików. Jakoś w szpitalach też umiera więcej osób niż na wczasach. Logiczne! Trzymajcie się, to podsumowanie robi ogromne wrażenie i daje do myślenia. Dziękuję Wam <3

  • Odpowiedź Rooma 20 grudnia 2015 at 21:21

    Azyl to nie tylko ludzie królik ale też wielkie serca

  • Odpowiedź adolfowa 20 grudnia 2015 at 21:19

    Bo najłatwiej jest oceniać, nie mając do czynienia z tym wszystkim… Nigdy by mi nie przyszło do głowy, że śmierć króla, którym opiekują się najlepsi w swojej dziedzinie, jest spowodowana jakimś błędem ze strony ludzkiej… Wy to przerabiacie na co dzień, a ja dopiero w zeszłym tygodniu pożegnałam swojego uszatego – ale mnie nikt nie oceniał, bo jednak widać było, że Jego droga ma się już ku końcowi… Obecnie mam jeszcze jednego królika – Mietka, który nie jest okazem zdrowia, ma przewlekły katar, co chwila kicha, ale nawet taki jest uroczy…
    Szczerze podziwiam Waszą załogę, ale w pozytywnym sensie – że są ludzie, którzy niosą pomoc tym bezbronnym zwierzakom. Dzięki Waszym działaniom moja wiara w ludzkość wzrasta 🙂
    Wiem, że to trudne – ale nie przejmujcie się. Zawsze znajdzie się ktoś, kto będzie musiał dorzucić swoje 3 grosze, chociażby po to, żeby samemu poczuć się lepiej.

  • Pozostaw odpowiedź AGATA Anuluj

    *