O królikach, Przypadki i historie

Jak oddać i nie zwariować? Słów kilka o DT pisze ta, która dwóch królików nie oddała

7 lutego 2014

Przez moje mieszkanie przewinęło się co najmniej kilkanaście królików. Rezydentka pierwsza i najważniejsza to Mierzwiak zwana Ziutusiem. Została przyniesiona w kartonie w mroźny wieczór 1 lutego 2008 roku i od tamtej pory panuje nam miłościwie. Jej rządy są pełne fochów oraz nieskrywanej nienawiści do Jagody.

Ziutuś był sam przez ponad trzy lata. Wraz ze wzrostem mojego zaangażowania w sprawy królicze zaczęli pojawiać się tymczasowcy.

Czasami odnoszę wrażenie, że sprawiliśmy Ziucie przykrość zapraszając do domu inne króliki. Ale życie to nie tylko rodzynki i kopanie pod kanapą, drogi Ziutusiu. Musisz sobie radzić w okrutnym świecie pełnym twoich ziomali.

imgp3400sZiutuś śliczny i nieufny

Ci, którzy nie zostali:

Fredro, zwany przez nas Fredziem, był pierwszy. Biały, energiczny gościu. Lizał po rękach i stopach, a jak już wylizał to gryzł. Mieszkał u nas tylko przez miesiąc. Gdy przyjechali po niego jego nowi opiekunowie, był smutek, ale nie było łez. Nie zdążyliśmy się ze sobą zżyć. Fredro zamieszkał w Toruniu i mam nadzieję, że po dziś dzień ma się doskonale i liże z zaangażowaniem swoich właścicieli.

Zapi, zwany Zapiuszem albo Grubym, był kolejny. I był dziwnym przypadkiem. Okazałe 3,3 kg barana. Bardzo lękliwy, zdarzały mu się ataki paniki. Nie wychodził poza rozłożony mu kocyk (Fredziu urządzał sobie zawody w kolarstwie torowym wokół stołu), a gdy tylko ktoś wchodził do pokoju, chował się do klatki. Uroczy był z niego stwór, ale wymagał zaawansowanej socjalizacji. Nie przebywał u mnie długo. Pewnego słonecznego dnia moja przyjaciółka zawiozła go do jego nowej opiekunki w Warszawie.

p1000828iZapi

Później widziałam go jeszcze raz – w TVN Style 🙂

Potem była Maja, przemianowana na Trolla. Najmądrzejszy królik na świecie. Troll został, więc to nie jest jego dział.

Było też wiele królików, które przebywały u mnie po kilka dni, na tzw. szpitaliku. Te, które trudno przechodziły zabiegi, nie jadły, czy wymagały szczególnej opieki, m.in.: Barbarka z krwiakiem w uchu, Daisy z anoreksją, Maszka, nasza wielka bohaterka.

Była też Petunia, która pomieszkiwała u nas przez ok. 2 miesiące. Petunia miała trudny charakter, będąc przy okazji stuprocentowym miziakiem rozpłaszczającym się pod ręką i dającym się nosić w pozycji leżącej. Petunia miała usunięty palec, rozgryzała ranę. A my dzień w dzień zakładaliśmy jej opatrunki, dezynfekowaliśmy, przemawialiśmy do niej, żeby już więcej tego nie robiła – na próżno, nic do niej nie docierało. Skończyło się amputacją połowy skoka. Petunia po wszystkich perturbacjach znalazła nowy dom i pojechała rządzić się gdzie indziej.

imgp2981kPetunia zbój

Petunia była ostatnim (jak do tej pory…) moim prawdziwym tymczasem.

Ci, którzy zostali:

Troll i Franklin. Troll po prostu musiał zostać, to była moja bratnia dusza. Od pierwszych dni wiedziałam, że jej nie oddam. Francik wziął nas na przetrzymanie i po prostu chorował, chorował i chorował. Jest w tym mistrzem do tej pory.

***

Odnoszę wrażenie, że z większą łatwością przychodziły mi rozstania ze zdrowymi uszatymi. Wiedziałam, że ich opiekunowie zapewnią im wszystko, że nic złego stać się nie może.

Przy królikach chorych było inaczej. Wszystkie zabiegi, wyjazdy do weterynarza, podane zastrzyki, wstawanie w nocy, dokarmianie na siłę, nocne rajdy po aptekach – sprawiały, że rozstania były wyjątkowo trudne. Tak było z Petunią, która miała potencjalny dom stały już w momencie, gdy trafiła do mojego „szpitalika”. Oddanie jej przysporzyło mi wielu łez. Petunia była poza tym bardzo towarzyska, kontaktowa, to dodatkowo potęgowało smutek rozstania.

Ale bądźmy szczerzy – ile królików można mieć w domu? 😛

Obecnie mam trzy – lękliwego Mierzwiaczka, świrniętą Jagodę i najgrzeczniejszego pod słońcem Francika, o którym pisałam już wcześniej. Do tej konfiguracji już żaden nie dołączy.

Wszystkie żyją oddzielnie. Ziutuś boi się Jagody i dostaje biegunki po każdej interakcji z nią, Jagoda sieje postrach (czarny potwór, zwinność level ninja), a Franklin ma katar i w związku z tym nie mogę nawet próbować zaprzyjaźnić go z żadną z dziewczyn. Trzy króliki żyjące osobno to logistyczna porażka – dwa pokoje zajęte, wypuszczanie na zmianę (Franklin nie jest zamykany w ogóle, ale porusza się po innych rewirach niż Jagoda), siano w każdym zakamarku mieszkania. Ale jakoś dajemy radę 😉

***

Bycie domem tymczasowym to trudne zadanie, a rozstania są najgorsze, trzeba mieć wyjątkowo grubą skórę. Zapakować do transportera z ulubionym kocykiem i wysłać w świat z myślą, że będzie im tam dobrze, że będą miały najlepszą opiekę, że będą kochane jak do tej pory jeszcze nie były.

Co pomaga? Zdjęcia z domów stałych, na których widać uśmiechnięte mordy, zgodne pary i niebezpieczne związki, zagrody pełne zabawek, szaleństwa w ogrodzie czy na śniegu, radosne bryczki. Album na facebooku „This must be the place” jest moim ulubionym.

Róbcie zdjęcia adopciaków i przysyłajcie je. To bardzo ważne dla zdrowia psychicznego domów tymczasowych 🙂 I piszcie o swoich doświadczeniach z tymczasowaniem.

20 komentarzy

  • Odpowiedź Katarzyna Azyl dla Królików 8 lutego 2014 at 10:17

    Jej, jak bardzo mi się podobają Wasze komentarze 😀
    Ile osób, tyle opinii – aspektów bycia DT. Bo niby sprawa jest prosta: bierzesz na jakiś czas, opiekujesz się, a potem oddajesz. Zwierzę nie jest twoje, ma zabookowaną miejscówkę w hotelu. A niesie to ze sobą tak wiele rozmaitych następstw emocjonalnych…

    Wszystkim obecnym, przeszłym i przyszłym DT przesyłam serdeczne uściski :*

    PS. 48 – WOW, Magda, ta liczba robi wrażenie!

    • Odpowiedź sylwia 21 lutego 2015 at 14:39

      Witam, mam 2 króliki, co prawda nie-adopcyjne, ale bardzo je kocham 🙂 czytam sobie w internecie czesto o zwierzetach, i musze powiedziec ze wasz blog, ta strona ., jest najprzyjemniejszą jaka dotychczas czytałam. W tym roku 1% juz podarowałam ale w 2015 oddam wam. Widac prawdziwe uczciwe zaangazowanie i profesjonalizm w azylowaniu !! pozdrawiam serdecznie Sylwia

      • Odpowiedź Katarzyna Azyl dla Królików 21 lutego 2015 at 19:42

        To bardzo miłe słowa! Bardzo się staramy, aby nasza działalność przejrzysta. I co tu dużo gadać, lubimy azylować 🙂 Pozdrawiam i dziękuję!

  • Odpowiedź Martyna&królik Toffi 7 lutego 2014 at 20:01

    od jakiś dwóch tygodni, no może trochę dłużej, pierwsza czynność jaką wykonuję po przyjściu z pracy jest 🙂 wejść na Waszą stronkę i dowiedzieć się, co tam nowego u królasków 🙂 dosłownie „zakochałam się w uszach po uszy 🙂 ” mam swojego królika samiczkę Toffi i na punkcie królików można oszaleć więc wcale mnie nie dziwi, jak czytam Wasze wpisy, to jak się przywiązujecie do uszaków, nie zrozumie tego nikt, kto nie miał zwierzaka, a już na pewno ten , kto nie miał królika 🙂 spodobał mi się króliś Porzeczka, może czas pomyśleć nad towarzystwem dla mojej Toffi? Fly (TM) ,teraz Puszek , to są uszaki o których ciągle szukam nowych wiadomości 🙂 Puszek jest boski 🙂 pozdrowienia dla Wszystkich, szkoda, że tak daleko jest Toruń, bo wygłaskać wszystkie to byłaby frajda 🙂

    • Odpowiedź Magda Azyl Dla Królików 7 lutego 2014 at 21:16

      Porzeczka jest już w DT (z opcją DS :)), ale z pewnością znalazłaby się jeszcze jakaś inna piękność dla Twojego królika 🙂 Jak tylko się zdecydujesz zapraszamy do kontaktu z nami i oczywiście zapraszamy do Azylu :*

  • Odpowiedź Magda Azyl Dla Królików 7 lutego 2014 at 19:35

    Kasia świetny artykuł :*
    Dzisiaj z ciekawości policzyłam ile miałam królików na DT i wyszło w sumie 48 🙂 Z czego tylko 2 zostały na stałe 😉
    Pierwsza była Tosia, która już miała nawet zapewniony DS, ale nie potrafiłam się z nią rozstać…. a drugi był Grzybek – z nim sprawa wyglądała inaczej bo praktycznie od zawsze był chory i jego choroba połączyła nas i łączy do dziś…. 🙂
    Wiele razy kusiło mnie, żeby zostawić któregoś królika u siebie… ale wiedziałam, że jeśli to zrobię, a za chwilę będzie kolejny, który będzie potrzebował pomocy i domu, w którym będzie mógł poczuć się bezpiecznie to jemu będę musiała tej pomocy odmówić. A tego nie chciałam.

    Pamiętam wszystkie króliki, które u mnie były – jedne były tydzień inne nawet rok. Ale każdy był inny. Naprawdę nigdy nie trafiłam na takiego, który byłby chociaż w czymś podobny do poprzedniego. I to jest właśnie w królikach i w byciu DT wspaniałe – bo dzięki temu z jednej strony nie ma co się obawiać „nudy” 😉 a z drugiej strony można w ten sposób pomóc naprawdę wielu królikom.

    Gdy nie miałyśmy Azylu trafiały do mnie króliki po kastracji/sterylizacji i od zawsze maluchy, które nie były zdolne do samodzielnego życia. Praktycznie zawsze też był u mnie jakiś królik specjalnej troski – od kichających, z niedowładami kończyn, z problemami nerkowymi, jelitowymi, sercowymi czy zębowymi, z e.cuniculi, z padaczką itd.

    Bycie DT jest czymś co kocham i bez czego nie potrafiłabym żyć i robić tego co w ogóle robię dla królików. Bycie DT daje mnóstwo satysfakcji, radości, uczy odpowiedzialności i organizacji dnia codziennego. Trzeba wstać godzinę wcześniej, żeby nakarmić, posprzątać, podać leki. Trzeba nie raz wstać w nocy i nie raz późno położyć się spać 😉 Czasami trudno jest gdzieś wyjechać na dłużej, albo po prostu wyjść na cały dzień. Ale nic nie jest niemożliwe – wszystko można sobie zorganizować tak, że wszyscy w tym króliki będą zadowolone 🙂

    Obecnie na DT mam znanego wszystkim Puszka, który pewnie zostanie moim rezydentem jak Fly ;], Lunedi z którą spędziłam dobre 2 miesiące na tym aby wyciągnąć ją z encephalitozoonozy, ale udało się 🙂 No i Łopianek i Migdałek – 2 szkraby, które wymagały odkarmienia, ale robią się już w pełni samodzielne.

    Często prywatne króliki (u mnie Grzybek) – nie są zadowolone z obecności tzw. obcych 😉 dlatego ważne jest też, aby umiejętnie oddzielić teren królika prywatnego od terenu królika tymczasowego 🙂 W ten sposób uniknie się niepotrzebnych spięć i obrazy majestatu swojego własnego królika 😉

  • Odpowiedź Joac 7 lutego 2014 at 17:58

    Powiem jedno: wreszcie Mierzwiak! Jak ja za Tobą tęskniłam, ty rudy, puchaty potworku 😀

  • Odpowiedź Janka - po_sąsiedzku 7 lutego 2014 at 16:10

    W sumie trudno mnie podciągnąć pod określenie domu tymczasowego ( DT to Ola, Magda, Hariell, Dota, Marta itd… itd. <3 ), raczej zdarzało mi się być krótkotrwałym awaryjnym domem z przekierowaniem na podróż do Azylu. Inaczej mówiąc króliki, które jak najszybciej trzeba odebrać, a wypatrzone przez Olę czy Magdę.
    Ze względu na ilość zwierząt, warunki mieszkaniowe itp… domem tymczasowym być nie mogę 🙁 Reszta rodziny lubi króliki, ale oni są zdecydowanie „zapsieni” 😉
    Poza tym duży minus – sensowny wet niestety teraz przyjmuje u siebie w odległości ponad 30km, a innych po strasznie smutnych doświadczeniach po prostu boję się.
    Po pierwsze pojechał mąż. Przybyli na kilkudniowe przechowanie przed podróżą do Azylu.
    Lucuś czarny z białym wraz z nieopierzonym pól barankiem Zachciem.
    Ponieważ Zachciu zdobył wielką sympatię córki, więc po kastracji przyjechał do nas w oczekiwaniu na adopcję. Przebywał w pokoju córki wylizując się nawzajem i przyjaźniąc z sunią Nusią i jedząc wspólnie suszki z odwiedzającą go kotką Pumcią.
    Moja parka Andzia i Czesio różnie ustosunkowała się do nowego kłapciaka. Andzia nawet biegała do pokoiku w celu zagryzania Zachcia. Mimo tego zapadła rodzinna decyzja, że Zachu brachu zostaje 🙂
    Po śmierci Andzi w zasadzie uratował z rozpaczy Czesia i zostali wielkimi przyjaciółmi.
    Następna była Tulisia, bardzo zaniedbana królinka. W tym czasie w jednym pokoju były moje chłopaki, w pokoju córki na „przechowaniu wakacyjnym” adopcyjny Olle syn Astrid, a między nimi sunia i kotka. Poza tym sprawowałam opiekę w sąsiedztwie nad fretkami, szczurzyczkami, szynszylkiem, chomikiem i kotkami :P, za którymi oczywiście tęsknię <3
    Po kilku dniach znaleziono transport i Tulisia trafiła do Azylu i do dr Krawczyka. Gdyby nie to, że potrzebowała dobrej diagnostyki w Toruniu…:P
    Tulisia i tak wróciła do Łodzi. Ma cudowny dom, a my frajdę, że mogliśmy choć w małym stopniu przyczynić się do jej szczęścia 🙂
    Potem przystanek, ponad miesięczny, w podróży z Katowic do Torunia znalazła cudowna parka Momo i Ajkju, zwana przez nas słodziuchami –maluchami.
    Po ich odjeździe córka przebywająca w szpitalu powiedziała „ oj, wyobrażam sobie jak mama płakała”
    No, wzruszenie było, była tęsknica, ale świadomość, że wyruszają do cudownego domu w Gdyni była wielką radością.
    Z pośród moich przejezdnych gości tylko Lucuś wywołuje lekki niepokój, bo nie wiem jak mu tam u siebie.
    Może to nie udane porównanie, ale jak to się modnie mówi „ coś jest na rzeczy” 😉
    Będąc młodą nauczycielką z wychowawstwem najstarszych klas, każde odejście ze szkoły wypłakałam z poczuciem pustki. Powiedziałam: to nie tak stara, tak nie można…, „coś się kończy, coś się zaczyna” i taki jest porządek rzeczy. Jak miło patrzeć jak pięknie już opierzony ptak frunie dalej, ku swemu przeznaczeniu, a te choćby kilka mocnych piórek to z twoją pomocą. Ich miejsce zajmą następne gotujące się do lotu. A jak miło po latach czytać o nich lub widzieć.
    **
    P.S.Nie wiem jak Wy, ale jak nad tymczasowiczami znacznie bardziej "trzesłam się" niż nad swoimi. To duża odpowiedzialność

  • Odpowiedź Em. 7 lutego 2014 at 14:16

    I właśnie dlatego brakuje mi fociszy Tadeusza.. Pomyśleć ,że był u mnie raptem trzy tygodnie ponad rok temu.. 🙁

  • Odpowiedź Sylwia 7 lutego 2014 at 12:33

    Pierwszym i najdłużej przebywającym u mnie tymczasem był Warner (około 5 miesięcy), kochany lizuś, choć nie było dnia, żeby nie podrapał, powarczał 🙂 Gdy Karolina zadzwoniła, że Warner znalazł dom, żołądek się zacisną, serducho zaczęło walić a po rozmowie od razu płacz 😉 Ogarnęłam się w dzień przyjazdu nowej rodziny, ale gdy tylko wyszli … Ryk do końca dnia. I wtedy na prawdę dużo daje kontakt z nowym domem (Sandra, mam nadzieję,że to czytasz – dziękuję za wszystkie SMSy, zdjęcia i telefony :* ). W smutkach po rozstaniu pomogła mi Fusia, która trafiła do mnie na kilka dni przed wyjazdem Warnera. Była u mnie krótko, wstępnie miała wyjechać ze mną ale z przyczyn zdrowotnych(i braku weterynarza) wróciła do Torunia. Po wakacjach wróciłam z nowym „nabytkiem Azylowym” królikiem z piwnicy – Chabrem. Mega kochany uszak – przywiązałam się do niego, pewnie przez codzienne telefony do babci i namawianie Jej,żeby porozmawiała z jego właścicielem i zabrała z tej piwnicy (dodam,że po kilku dniach od zabrania go do domu piwnice zalało). Cieszą mnie zdjęcia, które zostały wstawione na fb gdzie wyleguje się na białym dywanie 😀 w krótkim czasie przez moje ręce „przewinęły” się Abi i Satine. Dwa przytulaki. Satine znalazła nowy dom i kumpli (dziękuję jej opiekunom za zdjęcia i maile). Na chwilę obecną jest u mnie Varius i Kiara (nie traktuję ich rzeczowo 😉 tylko się śmieję,że to numerki 6 i 7).
    Po każdym króliku zostaje wspomnienie… Gdy zdecydowałam się na bycie DT nie sądziłam,że oddawanie „swoich podopiecznych” będzie tak trudne… Ale jednocześnie uzależniające, gdy jakiś mnie opuszczał brakowało mi karmienia, sprzątania klatki, pilnowania,żeby coś się nie stało :p
    I tak to się kręci, ja pustkę leczę nowym tymczasowiczem (swojego królika nie mam)…

  • Odpowiedź emilkaa 7 lutego 2014 at 11:33

    Hmmm… czyli wniosek jest taki, że „oddać i nie zwariować” jest to misja (prawie) niewykonalna 😉 I chyba właśnie dlatego nigdy nie zdecydowałam się na bycie DT, bo wiem, że albo bym nie oddała, albo oddała, zaryczała się na śmierć i wpadła w półroczną depresję.

    • Odpowiedź Katarzyna Azyl dla Królików 7 lutego 2014 at 11:54

      No niestety, zawsze przy rozstaniach się wariuje, raz mocniej, raz słabiej. To duży koszt emocjonalny. Ale ktoś musi to robić. A jak nie my, zakochani w uszach po uszy, to kto? 🙂

  • Odpowiedź Szpaqus Azyl Dla Królików 7 lutego 2014 at 11:31

    Ja byłam tymczasem dla 4 króli, z czego dwa nie żyją (Lola, Devi), jeden jest poważnie chory (Petitka), a jeden w nowym domu (Roszponka vel Rosi), obecnie Anima czeka na mnie w Azylu. Każdemu dawałam z siebie wszystko. Wstawanie po nocach, przesiadywanie u doc, podawanie leków – niczego nie żałuję, za wszystkim do dzisiaj tęsknię (a czasem nawet płaczę). Zazwyczaj zgarniam ciężkie przypadki, bo w Azylu nie są tak szczęśliwe, jak reszta. Zakochuje się w nich, ale staram się trzymać na wodzy swoje uczucia, bo wiem, że nie mogą u mnie zostać. Na razie. Poczekajmy, aż będę mieć swój dom 😀

    • Odpowiedź Gosia 14 lipca 2014 at 20:38

      Kochana Anima rozrabia u mnie w domu jakoś od tygodnia 🙂 ma wakacje w 14 metrowej kuchni, bo w dużym urzęduje Pesteczka, a u córki w pokoju nasza Cookie 🙂

  • Odpowiedź Magda 7 lutego 2014 at 11:10

    Ja miałam na tymczasie Flipsa- króliczka, którego w listopadzie ktoś wyrzucił na śnieg zamkniętego w klatce. Stała zmarznięta, trzęsąca się z zimna kulka, więc jak miałam go nie zabrać do domu… Okazało się, że ma ropnia na żuchwie i katar, wstawałam w nocy, żeby czyścić nosek, bo nie mógł oddychać, robiłam mu inhalacje, parzyłam herbatki z tymianku, kopru i rumianku. Flips szybko porozstawiał po kątach domowników i czworonożne stworzenia- na dźwięk otwieranej klatki pies i kot wskakiwały na najwyższe meble w mieszkaniu, bo Flipuś lubił podgryzać po kostkach… Pił wodę w psiej miski, kotu wyjadał kocią trawkę, ale ogólnie był całkiem grzeczny, jak na królika oczywiście 😉 Strasznie ciężko było mi się z nim rozstać, ciągle miałam wrażenie, że będzie myślał, że go nie chciałam i wyrzucam jak poprzedni dom… Upłakałam się przez tydzień, ale na szczęście poszedł do ludzi, którzy mi go do dzisiaj przynoszą, żebym mogła mu wytłumaczyć, że nadal go kocham. Ciężka sprawa taki tymczas, gdyby nie to, że byliśmy w trakcie przeprowadzki, to pewnie Flips by z nami został na stałe. Z drugiej strony chyba łatwiej mi się rozstać ze zwierzakiem wiedząc, że idzie do dobrego domu, niż patrzeć jak ze starości umiera u mnie. Raz to przeżywałam i wiem, że to zdecydowanie nie dla mnie…

  • Odpowiedź Marta Azyl Dla Królików 7 lutego 2014 at 11:01

    Miałam dwa króliki na tzw. „oficjalnym tymczasie”. Lorcię i Bońka. Oczywiście, żadnego z nich nie oddałam, bo już kiedy je brałam, założenie było takie, że jeśli się sprawdzą i polubią z resztą to zostaną. Żadne z nich nie polubiło się z resztą, jednak oba zostały 😉 Pamiętam jak dostałam kiedyś wiadomość od Magdy, że jest zapytanie o Lorcię.. Aż mi się serce ścisnęło! Jak to? Ktoś chce mi zabrać MOJĄ Lorcię? 🙂 Nie ma mowy….
    Miałam jednak też króliki przebywające u mnie bardzo krótko, czyli awaryjnie, przez tydzień, max dwa, a czasami zaledwie kilka dni. Do tej pory mam do nich sentyment.. Amigo, Pachino – tak, to o Was mowa 😛
    Myślę, że najwięcej zależy od naszego nastawienia. Czy bierzemy na DT, czy DT z opcją DS 🙂 U mnie ani Boniek ani Lorcia nie byli na prawdziwym DT, to była wersja oficjalna dla męża 😛

    • Odpowiedź Magda 7 lutego 2014 at 11:12

      Tak, oficjalna wersja dla mężów zwykle odbiega od nieoficjalnej… 😀 Także tego… Prezesowa może już do żadnego innego domu nie trafić :p Ale ciiii, żeby nie usłyszał mąż :p

    • Odpowiedź ing 7 lutego 2014 at 11:48

      Marto ‚wyśmiewam” Cię za każdym razem gdy mówisz „biorę hodowlańca na DT”…pachnie kłamstwem do samego Wrocławia.

      Kocham Bońka :*:*:*:*

      • Odpowiedź Marta Azyl Dla Królików 7 lutego 2014 at 12:14

        Hahahahahah coś w tym jest 😛 😛 😛 Boniek też kocha ciocię :*

        • Odpowiedź Asia 7 lutego 2014 at 16:10

          a na zdjęciach widzimy, że mąż też już dawno kocha Bońka więc pewnie tak uwierzył w to kłamstwo, że aż stało się ono faktycznie nieprawdą ha ha :))))

    Napisz komentarz

    *