Przypadki i historie

Walka o życie – ciąg dalszy + trochę prywaty ;-)

12 kwietnia 2014

28 grudnia 2013 r. umieściłam na blogu bardzo ważny dla mnie wpis pod tytułem „Walka o życie. Czy warto?”

W głównej mierze jest on poświęcony mojemu prywatnemu królikowi – Grzybkowi, który nie jest zbyt fotogeniczny i raczej nie należy do najpiękniejszych królików, ale jest dla mnie jedną z najważniejszych istot na tym świecie 🙂

IMG_1937

Obiecałam sobie i nie tylko sobie, że za jakiś czas wrócę do tego wpisu, napiszę jego dalszą część. Bardzo się tego bałam, tzn. bałam się, że nie będę miała o czym pisać, że wydarzy się coś bardzo złego, czego naprawdę nie chcę i o czym niestety codziennie myślę…

Minęły prawie 4 miesiące od grudniowego wpisu i na pewno mogę napisać, że nie były to łatwe miesiące 😉 Ani dla mnie ani dla Grzybka.

Styczeń przeżyliśmy w miarę spokojnie. Grzybek pozwolił mi nawet na częstsze wyjazdy do Torunia, nie wymagał ode mnie abym zajmowała się tylko nim 😉 Podawanie leków co 12 godzin, które wcześniej wydawało mi się dość absorbujące, dzisiaj uznaję za luksus, o którym marzę dzień i noc.

Nie wiem właściwie jak to jest, że taka mała istota jaką jest królik, który na pozór wielu osobom wydaje się być mało inteligentnym zwierzęciem, które wydaje się, że nie ma zbyt wielu potrzeb, nie wymaga zbyt wiele uwagi – w pewnym momencie decyduje o tym jak ma wyglądać mój dzień, kiedy mam jeść, kiedy mam spać, kiedy mam iść do pracy, kiedy spotkać się ze znajomymi, kiedy sprawdzić pocztę i odpisać na maile, kiedy pojechać do Torunia w celu innym niż tylko do weterynarza.

Wiele osób by sobie pomyślało – bzdura. Królik nie może decydować o naszym życiu, to jest nienaturalne i nienormalne.

Być może i takie jest. Jestem w stanie zrozumieć ludzi, którzy właśnie w ten sposób myślą. A myślą tak, bo być może albo nigdy nie mieli okazji naprawdę kochać, albo po prostu nie potrafią kochać swojego zwierzaka tak jak na to zasługuje. Z pewnością każdy czytelnik tego bloga rozumie co mam na myśli 🙂

Dlatego nie boję się o tym pisać i nie boję się robić z siebie przysłowiowej wariatki. Bo oszalałam – to fakt. Na punkcie królików, na punkcie mojego Grzybka i jestem z tego mimo wszystko dumna.

Ale do rzeczy 🙂

Tak jak pisałam w poprzednim wpisie, Grzybek ma powiększone serce – dr Krawczyk mówi, że jeszcze nigdy nie widział tak olbrzymiego serca u królika. Można z tym żyć, ale może być też tak, że z dnia na dzień, z godziny na godzinę, jego stan zacznie się pogarszać. Króliki mają bardzo małą powierzchnię płuc – co przy powiększonym sercu stanowi olbrzymie zagrożenie dla życia, gdyż serce bardzo uciska płuca zmniejszając tym samym ich wydolność.
No i niestety tak właśnie jest – stan zdrowia Grzybka w ogóle nie jest stabilny.

Od lutego praktycznie nie ma dnia, aby nie było przykładowo wieczorem lepiej, a rano znowu źle. Wówczas zwiększamy częstotliwość podawania Furosemidum i są tygodnie, kiedy musi go przyjmować co 4-6 godzin. Gdy oddech wraca do normy, czkawka mija, zmniejszamy częstotliwość podawania Furosemidum co 8 godzin. Rzadziej – czyli co 12 już niestety nigdy nie będzie.
Enarenal (na serce) i Ipakitine (na niewydolność nerek) przyjmuje bez zmian  tj. co 12 godzin. Na szczęście nerki pracują – wiadomo, że inaczej niż u zdrowego królika co chociażby objawia się, wydalaniem olbrzymiej ilości moczu. Grzybek był bardzo czystym królikiem – gdy był zdrowy. Obecnie załatwia się tam, gdzie stoi – po całej nocy powinnam w zasadzie wchodzić do pokoju w kaloszach 😉 Ale wolę to niż brak moczu, który świadczy tylko o tym, że nerki przestały pracować, a z niepracującymi nerkami niestety nie można żyć.

Po jednej z wizyt w gabinecie dr Krawczyka (gdy Grzybek gorzej się czuł), postanowiliśmy wprowadzić mu lek o nazwie Digoxin – na wzmocnienie pracy serca. Grzybek przyjmował go cierpliwie – jak każdy inny lek.Wszystko odbywa się tradycyjnie na desce do prasowania ;-):

grzyb5

Pewnego wtorkowego wieczoru, coś mnie zaniepokoiło. Siedział na dywanie, niby tak jak zawsze. Było dość ciemno, widziałam tylko, że siedzi. Nie był skulony, wyglądał normalnie, ale od pół godziny praktycznie nie ruszył się z miejsca. Zapaliłam światło. Jego serce… byłam pewna, że za chwile wyskoczy mu z piersi. Waliło jak młotem, jak zbliżyłam się do niego mogłam usłyszeć jak bije. Właściwie to nie było bicie – to było głośne, pojedyncze łomotanie, nigdy wcześniej czegoś takiego nie widziałam a tym bardziej nie słyszałam. Na szczęście na wizycie u dr Krawczyka była nasza Kasia z Chełmży – zadzwoniłam do niej i poprosiłam o konsultację z doktorem. Doktor kazał natychmiast odstawić Digoxin, który spowodował, że doszło do wstrząsu w wyniku którego serce Grzybka przestało pracować prawidłowo. Prawdopodobnie w pewnym momencie przestałoby bić zupełnie.

Po odstawieniu leku wszystko wróciło do normy. Ale oczywiście nie na długo :] Nie pamiętam już jednego spokojnego tygodnia… Pewnego dnia Grzybek postanowił, że nie będzie jadł. Niczego. Zrobił kilka małych bobków, usiadł osowiały w kącie.

Więc znowu albo opcja – serce, albo – nerki, albo – zator. U Grzybka mamy też poważny problem z bardzo wysokim potasem, ale o dziwo podczas ostatnich badań krwi okazało się, że udało się go ładnie zbić. W momencie gdy potas jest bardzo wysoki dochodzi do hiperkaliemii, która bezpośrednio zagraża życiu.

Tym razem to był zator. Najgorsze było to, że nie był to standardowy zator w jelitach. Grzybek postanowił pójść na całość i miał zator w żołądku, który jest dużo bardziej niebezpieczny.

Tak więc standardowo – Metoclopramid, Metronidazol, Espumisan, Biolapis, masaże brzucha, sok z ananasa. Nie było nic lepiej. Pomyślałam sobie, że wszystko wszystkim, ale przy tych wszystkich chorobach jakie miał, jakie ma, ma umrzeć na zator…? Tak po prostu? Nie :] Nie mogę mu na to pozwolić.

Doktor się śmieje, że Grzybek jest jak stary samochód. Jak coś się naprawi to coś innego natychmiast się popsuje 😉

Mijały dni, Grzybek nie reagował na leki. Apetytu nadal brak, bobków jak na lekarstwo. Leki już miał podawane co 3 godziny bo musiałam rozdzielić wszystkie i podawać w odpowiednich odstępach czasu. Nie pamiętam, ile godzin spałam :] Do tego dopajanie na siłę – bo królik przy zatorze musi pić jak najwięcej. A sam zazwyczaj nie chce. Jeść też nie chce dlatego trzeba go zachęcać, nie dokarmiać na siłę bo to może mu tylko zaszkodzić. Czyli trzeba podchodzić co chwilę z kawałeczkiem koperku, z kawałeczkiem ziółka, ze źdźbłem sianka, aż łaskawie raczy skubnąć kawałek.

Niepokojące było też to, że zaczął akceptować kota 😉 Swoją droga kot jest do adopcji, gdyby ktoś chciał takiego rudzielca akceptującego króliki zapraszam do kontaktu ze mną magdalena.gralak@azyl.torun.pl lub z fundacją KOT – kontakt@fundacjakot.pl

grzyb1

grzyb2

Po podaniu kolejnej dawki metoclopramidu nastąpiło coś co mnie zaniepokoiło. Grzybek zaczął w dziwny sposób ruszać głową – miał jakby niekontrolowany tik nerwowy. Pomyślałam, że to przypadek, że może tak po prostu ruszał sobie głową i zgrzytał zębami. Ale nie. Po podaniu kolejnej dawki znowu to samo – z tym, że w dużo większym nasileniu. Wyglądało to tak jak by miał czkawkę ale tylko na poziomie głowy. Nie mógł się uspokoić, głowa mu latała co raz mocniej – do przodu i do tyłu. Więc znowu konsultacja z dr Krawczyka, nagrałam filmik, żeby pokazać doktorowi co się dzieje po podaniu metoclopramidu.

Okazało się, że jest to reakcja alergiczna, Grzybek jest po prostu uczulony na któryś ze składników metoclopramidu i taki był odzew ze strony układu nerwowego. Zdarza się to niezwykle rzadko. Ale jemu musiało się zdarzyć :]

Zator po kilku dniach ustąpił, ale leki musiał mieć podawane cały czas, bo jelita nadal nie pracowały jak należy. Zastąpiliśmy Metoclopramid Gaspridem i na szczęście po nim wszystko jest ok. Tzn. nie jest dobrze, bo bobków nadal jest mało, apetyt też nie jest taki jak kiedyś, ale jest stabilnie 🙂

Grzybek czuje się bardzo dobrze, jest radosny, wyluzowany, aktywny. Czasami mam wrażenie, że jest z siebie dumny, bo wciąż jest w centrum mojej uwagi i nie pozwala mi poświęcać zbyt wiele czasu na inne sprawy i inne króliki, których nienawidzi 😛
Przyznam, że trochę to wykorzystuję i aby zmusić go do zrobienia bobków, wypuszczam w pokoju najpierw któregoś z moich tymczasowiczów a później wchodzi do pokoju Grzybek, który czując, że biegał tam jakiś obcy królik robi tyle pięknych bobków, że wszyscy są zadowoleni – ja w szczególności 😉

Odkąd zajmuję się królikami, każdy mój dzień jest poniekąd podporządkowany im i chociaż nie jest to łatwe aby wszystko ze sobą pogodzić – dom, pracę, rodzinę, znajomych, Fundację to jednak jakoś to wszystko ze sobą funkcjonuje i cieszę się, że nie muszę wybierać między jednym – a drugim. Bo chyba bym nie potrafiła – w szczególności gdy patrzę na tą moją szarą grzybową mordkę, która tak bardzo chce żyć, mimo, że wciąż mamy pod górkę.

grzyb3

Walczymy i walczyć będziemy i do walki o życie tych, którzy sami o siebie walczyć nie mogą, zachęcamy wszystkich 🙂

A oto Grzybek z dzisiejszego poranka:

grzyb

20 komentarzy

  • Odpowiedź Basia 14 kwietnia 2014 at 19:33

    Trzymam kciuki za Grzybka! 🙂 na pewno da rade :* I szczerze powiedziawszy wzruszylam sie jak przeczytalam ten wpis, byl cudowny. Doskonale rozumiem to jak strasznie kochasz Grzybka. Mam zupelnie tak samo. Moj krolik jest dla mnie ogromnie wazny, czasami zastanawiam sie nawet czy nie najwazniejszy. Zrobilabym i oddalabym wszystko, zeby byl zdrowy i szczesliwy. Trudno mi sobie wyobrazic co sie stanie jak go zabraknie. Trzymajcie sie!:)

  • Odpowiedź Vanessa H 13 kwietnia 2014 at 20:43

    I’m sorry to hear of all your problems and totally sympathize. For the past three days I have had problems with Chico and Chica. Does not want to eat, eats little. I’ve had to force baby food and Pedialyte and Water. Chico is now acting like a little bull. He sees me with the syringe and rushes toward me like a bull in the ring in Spain. He’s even bit me a few times.. but that is ok. They are still alive and that is all that matters. I hope soon they start eating and getting back to normal. They act like this at times and I have no idea what is wrong. But enough of me, I hope your baby gets back to normal!

    Vanessa

    • Odpowiedź Magda Azyl Dla Królików 13 kwietnia 2014 at 22:20

      Oh, I don’t even think that my Mushroom (what a terrible name in English :P) gets back to normal 😉 I realize that he will never be healthy 🙁 I wish myself be with him as long as possible. I keep my fingers crossed for your bunnies :*

  • Odpowiedź martini_86 12 kwietnia 2014 at 22:26

    Powiedzcie mi proszę o co chodzi z tym rozkoszym zębem u Grzybka? 🙂
    Trzymam za Was kciuki i mocno kibicuję ! 🙂

    • Odpowiedź Magda Azyl Dla Królików 13 kwietnia 2014 at 21:53

      martini_86 o fenomenie grzybowego zęba wspominałam w pierwszym wpisie z 28 grudnia, ale tak w skrócie to dr Krawczyk musiał zrobić mu operację plastyczną, bo w wyniku ropnia miał usuniętą całą lewą część pyszczka. Doktor ponaciągał mu skórę i tak wszystko zgrabnie ze sobą połączył, że praktycznie nie ma śladu i nie widać żadnej blizny – jedyne co pozostało to właśnie ten uszczerbek w wardze, która odsłania… ząb ;D

      • Odpowiedź martini_86 13 kwietnia 2014 at 22:30

        Biedny maluch. przeszedł chyba wszystkie możliwe choroby królicze i nie tylko..rzeczywiście gdyby zmógł go zator to było by nie fair ….bardzo mi się podobał Twój wpis- lekko z przymrużeniem oka, czasami dowcipnie czasami smutno. Wojowniczka i Wojownik !
        Tak właśnie myślałam że brakuje mu częsci pyszczka że ten rozkoszny ząb jest widoczny 😀 😀
        Grzyb jest ślicznym królisiem. Najważniejsze że jest kochany i że ma swojego Anioła Stróża :* Wysyłamy mnóstwo pozytywnej energii !

  • Odpowiedź Szpaqus Azyl Dla Królików 12 kwietnia 2014 at 21:24

    Grzybek jest cudownym królikiem i wcale Ci się nie dziwię, że tak go kochasz. Te uszkodzone jednostki coś w sobie mają, że zgarniają naszą miłość szturmem i żaden protest z naszej strony tego nie zmieni (np. Gęś :D). Zawsze podziwiam Ciebie i Ole, jesteście moimi wzorami do naśladowania. Nie znam innych tak walecznych ludzi jak wy. Mam nadzieję, że kiedyś będzie mi dane mieć chociaż połowę tego.

  • Odpowiedź Katarzyna Azyl dla Królików 12 kwietnia 2014 at 21:16

    Ząb Grzyba mnie rozbraja 😀 Ta słodka paszcza jest jedyna w swoim rodzaju :*

  • Odpowiedź Magda 12 kwietnia 2014 at 21:14

    Grzybek wie, że trafił do osoby, u której może sobie chorować ile chce, bo ona nigdy się nie podda 🙂 Wasze historia udowadnia, że nigdy nie można się poddawać… Dzielny, przystojny maluch, kocurek też prześliczny <3

  • Odpowiedź Sylwia 12 kwietnia 2014 at 20:52

    Uwazam, ze sie mylisz – mieszkam z identycznie wygladajacym kroliczkiem, a raczej kroliczka – jest to najladniejszy, najzgrabniejszy, najbardziej fotograficzny szary lobuziak jakiego widzialam, a teraz widze, ze sa juz takie pluszaczki dwa, u Ciebie dzielny Grzybek, u mnie wiecznie rozrabiajaca Norka 🙂

  • Odpowiedź Oliwia 12 kwietnia 2014 at 20:49

    Grzybek jest pięknym i silnym królikiem. Trzymam za niego kciuki i mam nadzieję, że wszystko będzie dobrze. Dużo zdrówka dla grzybka, a dla opiekunki dużo wytrwałości. 🙂

  • Odpowiedź Joac 12 kwietnia 2014 at 20:35

    Bardzo budująca historia, pewnie dla większości rzeczywiście świadcząca o psychicznej niedyspozycji, ale co nas to obchodzi 😉
    O każdego, kogo się kocha, trzeba walczyć – a jeśli się nie kocha swojego zwierzaka, to jest się o jedną miłość uboższym i pustym.
    Magda, Grzybcio wciąż jest z Tobą dzięki Twojej determinacji! Rzeczywiście, ciekawy z niego przypadek – można o nim książki pisać 🙂
    Jedno mnie tylko zastanowiło/zaniepokoiło: królika przy zatorze nie można dokarmiać na siłę, ale zachęcać do jedzenia. A jeśli nic nie je, to co robić?

    • Odpowiedź Magda Azyl Dla Królików 13 kwietnia 2014 at 21:06

      Przy zatorze ważne jest aby nie dostarczać królikowi twardego i suchego pokarmu – nawet papki ze zwykłego granulatu nie są wskazane bo granulat ma właściwości „zapychające” a przy zatorze najważniejszą rzeczą jest aby „przepchać” kulę zatorową z żołądka do jelit, a z samych jelit – na zewnątrz 🙂 Zator najczęściej składa się właśnie z suchych bobków, jedzenia i czasami włosów. Jeśli będziemy w królika wpychać jedzenie na siłę, to kula będzie się tylko powiększać i nie będzie szans, aby przeszła przez żołądek i jelita. Dlatego trzeba pobudzić jelita do pracy aby pomału i delikatnie przesuwały cały zator – do tego podaje się leki + wskazane są masaże, dużo ruchu i niekiedy pomocny jest sok z ananasa lub z kiwi z tym, że to nie jest lek – trzeba o tym pamiętać 🙂 Nie wolno też podawać tzw. gerberków gdyż w momencie gdy jelita i żołądek nie może pracować normalnie, może dojść do wzdęcia – gerberki mogą prosto mówiąc sfermentować i mamy dodatkowy problem.
      Przy zatorze królik nie chce sam jeść i pić bo nie czuje takiej potrzeby – przez zator czuje, że jest najedzony, ale jeśli zachęcimy go podtykając mu pod nos jego ulubione delikatne warzywa takie jak koperek, natka pietruszki, cykoria, albo zioła – babka, mniszek itd. to zazwyczaj i tak się na nie skusi ale to wymaga czasu i cierpliwości i niestety siedzenia nad królikiem 🙂
      W skrajnych sytuacjach kiedy królik już przez kilka godzin nie zjadł kompletnie nic, można a nawet trzeba mu podawać do pyska mocno rozcieńczoną z wodą papkę np. z RodiCare Instant. Na pewno nie można dopuścić do sytuacji, żeby przez całą dobę królik nic nie zjadł bo to też mu nie pomoże 🙁

      Generalnie najważniejsze przy zatorze jest dopajanie – wodę, herbatę koperkową, rumianek albo herbatę miętową trzeba podawać nawet co godzinę i to można a nawet trzeba podawać na siłę, jeśli sam nie chce pić. Masa zatorowa jest zazwyczaj sucha, więc trzeba ją mocno nawodnić. Gdy uda się ją chociaż częściowo rozbić i gdy królik może ją wydalić – nawet częściowo to zazwyczaj apetyt i pragnienie wraca i jelita radzą już sobie same, chociaż leki warto podawać jeszcze przez kilka dni aby problem za szybko nie wrócił 🙂

      • Odpowiedź Joac 13 kwietnia 2014 at 21:26

        Dzięki za obszerną odpowiedź 🙂 Powinna znaleźć się w jakimś osobnym wątku instruktażowym! 🙂

  • Odpowiedź MartuchaP 12 kwietnia 2014 at 20:20

    Grzybuś kochany! Dzielnie walczycie i to jest niesamowite. Mam nadzieję że przez wiele lat jeszcze będziecie tak razem ‚walczyć’. Pozdrawiamy z Amancikiem :-*

  • Odpowiedź Ola Azyl dla Królików 12 kwietnia 2014 at 20:17

    Grzybek jest siłaczem, a siłę czerpie od Ciebie : *

  • Odpowiedź Martyna& królik Toffi 12 kwietnia 2014 at 20:16

    wpis super 🙂 uśmiałam się zwłaszcza ze zmuszania do bobkowania 🙂 widać i czuć, że mimo ogromnego wysiłku w walkę o życie tego malucha jest uśmiech na twarzy i pozytywne nastawienie każdego dnia i tak trzymać 🙂 i jak tu nie kochać królasków 🙂 moja wczoraj pożarła pościel moją ulubioną ale co tam 🙂 jak tu nie pogłaskać i wymiziać, gdy spojrzy na mnie swoimi czarnymi guziczkami i schyla łepek 🙂 e tam pościel 🙂 wtopić palce w jej futerko i słyszeć zgrzyt zębów i patrzeć jak przymyka przy tym oczka 🙂 miodzio 🙂

    • Odpowiedź Martyna& królik Toffi 12 kwietnia 2014 at 20:20

      wariactwo to jest mało powiedziane 🙂 mi już w domu mówią, że powinnam do zoo się przeprowadzić 🙂 dnia nie ma , żeby nie było a Toffi to , Toffi tamto …. tak to jest jak królik skradnie nasze serce 🙂

    Napisz komentarz

    *